Gdy słońce wstało ja byłam już na nogach. Tak to jest być rannym ptaszkiem. Chociaż... Może się budzę wcześnie tylko dlatego, że wiosną i latem budzi mnie śpiew ptaka, zimą wpadający do pokoju śnieg, a jesienią liście i wiatr. Czemu? Bo śpię przy otwartym oknie. Po prostu nie potrafię zasnąć, gdy jest ono zamknięte. Od najmłodszych lat je otwieram i tak mi zostało. Dziś akurat po raz ostatni obudził mnie drozd. Szybko wstałam i wychyliłam się z okna i uśmiechem pożegnałam odlatujące z rodziną stworzenie. Zamknęłam okno i przeszłam do kuchni. Po drodze krocząc korytarzem jak codzień zerknęłam na ogród znajdujący się w centrum domu. Brzmi dziwnie prawda? No cóż jak tego domu nie budowałam. Gdy przybyłam do Wolffiens i szukałam miejsca, w którym będę mogła zamieszkać, natrafiłam na ten dom będący prawie, że w ruinach. Urzekł mnie w nim właśnie ogród, który nie mam pojęcia czemu wydawał mi się przepełniony magią ziemi i moim stanu reszty domu był bardzo zadbany. No może spodobało mi się jeszcze to, że mieszkanie znajduje się na skrajach zarazem lasu, jak i Wolffiens. Odbudowałam dom, w czym pomogli mi mieszkańcy miejscowości i koniec. Mam swoje własne cztery ściany. No dokładniej dwie sypialnie, gabinecik, salon, kuchnię, łazienkę no i ogród. Wyciągnęłam butelkę mleka z lodówki. Postawiłam ja na stole i następnie wygrzebałam z jednej z szafek płatki. Szybko zjadłam śniadanie i zerknęłam na zegarek. Została mi godzina wolnego przed pójściem do szkoły. Jako, iż jeszcze byłam w piżamie wróciłam jasnofioletową bluzę, białą bluzkę z nadrukiem kolibra i czarne jeansy. Jednak czas po złości postanowił nie przyśpieszać. Skrzywiłam się nieco stawiając plecak obok drzwi wyjściowych i przesunęłam szklane drzwi prowadzące do ogrodu. Minęłam małe oczko, w którym pływały dwie złote rybki. Obeszłam kwiatowe grzędy i stanęłam przed starym dębem. Z początku podejrzewałam, że dawny właściciel domu zbudował ogród, bo szkoda mu było tak wspaniałego drzewa. No, ale to tylko moje podejrzenia, bo to właśnie w tym drzewie wyczuwałam dużo magii.
-A może to tylko takie wrażenie?- zamyśliłam się i usadowiłam po turecku między dwoma jego korzeniami.
Często zdawało mi się, że cały dom skrywa jakąś tajemnicę. Miałam też wrażenie, że sam dąb, gdyby mógł mówić lub gdybym ja go rozumiała to opowiedziałby mi historię tej okolicy. Przymknęłam oczy i oczyściłam umysł. Pozwoliłam energii ogrodu przepływać przeze mnie. Minął jakiś czas, ale ile już przeleciało go konkretniej nie miałam pojęcia, więc otworzyłam oczy, by zerknąć na zegarek. Jednak nie zobaczyłam ogrodu. Widziałam...
Las. Młoda.. Nie.. Szczenie.. Wyskoczyło z krzaków burząc trwającą ciszę. Chwilę po niej z krzaków, z tej samej gęstwiny wybiegli myśliwi uprzedzani przez swoją psią sforę. Ludzie krzyczeli coś, jednak przy ujadaniu psów nie sposób było ich zrozumieć. Co pewien czas, któryś z mężczyzn oddawał strzał z broni. Co z tego, że na oślep. Chcieli tylko dorwać brązowe wilcze.. W pewnej chwili, na kilka sekund po kolejnym strzale usłyszeli piskliwy skowyt. Krzyknęli zwycięsko i przedarli się przez ostatnią warstwę gęstwiny. Na ziemi jednak nie zastali leżącego wilka. Zobaczyli małą dziewczynkę. Z przerażeniem stwierdzili, że tuż pod ciałem powoli rośnie kałuża krwi. Nie zastanawiali się długo. Szybko zabrali dziewczynkę z lasu i zawieźli ją do szpitala. Całą drogę pytali się jednak.. Czemu słyszeli skowyt? I co to dziecko robiło samo w lesie? Tylko psy zdawały się coś wyczuwać, bo cicho powarkiwały zerkając na nieprzytomną brązwłosą dziewczynkę.
Cały obraz nagle zniknął. W try miga skoczyłam na nogi rozglądając się nerwowo i ciężko oddychając. Znowu ta wizja. Tyle, że teraz nie spałam. Gdy tylko spróbowałam sobie odtworzyć to co widziałam tradycyjnie wszystko uciekło z mego umysłu. I pozostała tylko wiedza, że miałam wizję. Chociaż.. Gdy zerknęłam na dąb przed oczami przed oczami znów mignął mi obraz małej dziewczynki. Małej, brązwłosej dziewczynki leżącej na ziemi. Tylko kim ona jest? I czemu wydaje mi się taka znajoma? W tej samej chwili, gdy po moich myślach krążyła ta postać oprzytomniałam. Zerknęłam na zegarek, który ku mojemu przerażeniu wskazywał za pięć 8.
-Znowu się spóźnię..- Jęknęłam i wybiegłam z ogrodu.
Dopadłam drzwi wyjściowych w pośpiechu zakładając plecak i szukając klucza. Gdy tylko drzwi zostały zamknięte pędem puściłam się do szkoły. Nie martwiłam się już kolejnym spóźnieniem. O dziwo dość szybko umieściłam to na liście mało ważnych spraw. W moich myślach ciągle tkwiła dziewczynka, która leżała nieprzytomna na leśnej ściółce. Nie wiem czemu miałam wrażenie, że jest ona powiązana z historią domu i.. z moją przeszłością..
piątek, 3 października 2014
środa, 1 października 2014
Czasem po prostu lepiej jest się nie odezwać
Bo w końcu lepiej jest milczeć i być uważanym za głupca, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości...
.:IMIĘ:.
O prostsze imię trudno prosić. Brzmi ono zwyczajnie Fire. Bez akcentu. Zwyczajnie, Fire. Imię oddaje ją idealnie, co rzecz jasna nie oznacza, że ma tak mało do zaoferowania jak oryginalność jej imienia. Nie owija w bawełnę a jej żywiołem jest ogień. Trafne, prawda?
.:NAZWISKO:.
Jako że urodziła się jako zwyczajny wilk, w całkowicie normalnym stadzie, toteż nazwisko było zbędne, ale gdy tylko dowiedziała się o swoim drugim "ja" było ono potrzebniejsze. Nigdy jednak nie przystała na żadnym konkretnym. Albo zapominała, albo jej się nie podobało, albo po prostu sprawiało kłopoty, więc w jakimkolwiek mieście była, jeśli potrzebowała się z kimś skontaktować, wymyślała nowe. Jej ulubione i całkiem niedawno wymyślone to Shirokami, jego właśnie używa najczęściej.
.:PŁEĆ:.
Z jednej strony oczywiste, z drugiej niekoniecznie. Jest dumna z bycia samicą, choć nie zawsze jest jej to na rękę. Charakter ma jak basior, ale w głębi duszy potrafi być zadziwiająco troskliwa, jak prawdziwa, uczuciowa wadera, a może i bardziej.
.:WIEK:.
Liczy ona sobie dobre 19 lat, dzięki czemu nareszcie, kiedy tylko coś przeskrobie, nie musi się tłumaczyć policji i innym upierdliwym osobom, które koniecznie chciałyby ją uziemić. Jest już pełnoletnia, mentalnie jest już taka od dziesięciolatki, ale nareszcie wie że tak jest i cieszy się z tego, choć nie zawsze tę swoją "pełnoletniość" okazuje.
.:DATA URODZIN:.
W przeciwieństwie do wielu tu obecnych, ona przyszła na świat w ciepły, przyjazny dzień, urodziła ją niezwykle piękna, mądra i wrażliwa wadera, którą po raz pierwszy miała okazję poznać 25 lipca.
.:RASA:.
Urodziła się jako wilk, a człowiek, u którego mieszkała w czasach późniejszych, wyłonił z niej przemianę, która siedziała niezwykle głęboko w niej, która była zakorzeniona w jej rodzinie od kilkudziesięciu lat, jednak nikt o tym nie wspominał. On wiedział, czuł to. Nauczył ją jak się nią posługiwać. Te oto fakty tworzą z niej utalentowaną wilczycę zmiennokształtną.
O prostsze imię trudno prosić. Brzmi ono zwyczajnie Fire. Bez akcentu. Zwyczajnie, Fire. Imię oddaje ją idealnie, co rzecz jasna nie oznacza, że ma tak mało do zaoferowania jak oryginalność jej imienia. Nie owija w bawełnę a jej żywiołem jest ogień. Trafne, prawda?
.:NAZWISKO:.Jako że urodziła się jako zwyczajny wilk, w całkowicie normalnym stadzie, toteż nazwisko było zbędne, ale gdy tylko dowiedziała się o swoim drugim "ja" było ono potrzebniejsze. Nigdy jednak nie przystała na żadnym konkretnym. Albo zapominała, albo jej się nie podobało, albo po prostu sprawiało kłopoty, więc w jakimkolwiek mieście była, jeśli potrzebowała się z kimś skontaktować, wymyślała nowe. Jej ulubione i całkiem niedawno wymyślone to Shirokami, jego właśnie używa najczęściej.
.:PŁEĆ:.
Z jednej strony oczywiste, z drugiej niekoniecznie. Jest dumna z bycia samicą, choć nie zawsze jest jej to na rękę. Charakter ma jak basior, ale w głębi duszy potrafi być zadziwiająco troskliwa, jak prawdziwa, uczuciowa wadera, a może i bardziej.
.:WIEK:.
Liczy ona sobie dobre 19 lat, dzięki czemu nareszcie, kiedy tylko coś przeskrobie, nie musi się tłumaczyć policji i innym upierdliwym osobom, które koniecznie chciałyby ją uziemić. Jest już pełnoletnia, mentalnie jest już taka od dziesięciolatki, ale nareszcie wie że tak jest i cieszy się z tego, choć nie zawsze tę swoją "pełnoletniość" okazuje.
.:DATA URODZIN:.
W przeciwieństwie do wielu tu obecnych, ona przyszła na świat w ciepły, przyjazny dzień, urodziła ją niezwykle piękna, mądra i wrażliwa wadera, którą po raz pierwszy miała okazję poznać 25 lipca.
.:RASA:.
Urodziła się jako wilk, a człowiek, u którego mieszkała w czasach późniejszych, wyłonił z niej przemianę, która siedziała niezwykle głęboko w niej, która była zakorzeniona w jej rodzinie od kilkudziesięciu lat, jednak nikt o tym nie wspominał. On wiedział, czuł to. Nauczył ją jak się nią posługiwać. Te oto fakty tworzą z niej utalentowaną wilczycę zmiennokształtną.

.:UMIEJĘTNOŚCI:.
Jak już było wspominane, włada ona doskonale ogniem i ma już dużo zastosowań odnośnie tego żywiołu. Jest na niego, rzecz jasna, całkowicie odporna i co za tym idzie szczególnie dokucza jej chłód, jej temperatura ciała najczęściej wynosi minimum 40 stopni, co też wielokrotnie sprawiało jej problemy, ponieważ wszyscy, którzy mieli z nią kontakt byli pewni, że ma gorączkę i nie chcieli słuchać wyjaśnień, które z resztą w każdym przypadku były inne. Siła fizyczna również jest jej wielkim atutem, chociaż przy jej wielkim cielsku jest to niemal oczywiste. Spada ona lekko kiedy przebywa w formie człowieka, ale rzadko to robi, a kiedy walczy bezpośrednio, zawsze przybiera postać białej wilczycy. Dzięki długim łapom jest ona z reguły szybsza od innych psowatych, jednak są takie, które ze względu na swoją magię po prostu ją wyprzedzają. Nie można tu pominąć również jej nieprzewidywalnych ataków - których sama z resztą nigdy nie planuje, walczy chaotycznie, przez co nigdy nie wiadomo, w jaki sposób uderzy.
.:TOWARZYSZ:.
Donata traktuje jak syna, całkowicie. Jest to jeden z ocalałych z pożaru, osierocony jeden z piątki kociąt uratowanych uprzednio ze schroniska, któremu groziło zamknięcie, a im samym uśpienie. On za to traktuje ją jak matkę. Charakterem wdaje się w nią, jednak nie brak mu dziecięcych przyzwyczajeń. W końcu ma niespełna dziewięć lat, urodzony 14 lutego. Ma również przemianę w człowieka, chociaż nie jest przyzwyczajony do używania jej, szczególnie po podróży, w której nie musiał, a nawet nie powinien jej używać. Czemu? Też nie potrafi wyzbyć się uszu i ogona, tak jak Fire. Nad lewym okiem ma złoty kolczyk, szyjkę zdobi duża, czerwona apaszka, a na łapkach czarne rękawiczki założone na bandaże oplatające kończyny. Tylko lewa przednia łapka jest pusta - zgubił je podczas schwytania go do schroniska. Aby nie był całkowicie bezbronny, przyjaciel podarował mu czarny pierścień z ćwiekami, który nosi na ogonie. Brązowy kociak pod brzuchem, w uszach i na końcówce ogona jest łososiowy.
.:CHARAKTER:.
To z pewnością będzie punkt najdłuższy, nie biorąc pod uwagę historii, wadera jest bowiem zmienna. Można ją podzielić na dwie części, jeśli chodzi o charakter. Na co dzień jest charyzmatyczna, przepełniona niezwykłymi pokładami energii i nigdy nie wiadomo na jaki pomysł wpadnie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co sobie ubzdura i jakie głupstwo zrobi tym czy innym razem. Jest często bardzo irytująca, ale z drugiej strony nie da się jej nie lubić, z reguły jest duszą towarzystwa i wszędzie jej pełno, robi co dusza zapragnie i nie patrzy na to, jak kto to odbierze. To jest ona i będzie jaka będzie, nie tańczy jak się jej zagra, a dzięki miesiącom samotności miała mnóstwo czasu na przemyślenie mechanizmu świata i jest w stanie przewidzieć, co sądzą inni, jest też bardzo dobra w odczytywaniu emocji, dużo wie o każdych odczuciach. Może i sama ich nie doświadczyła, ale doskonale wszystko wie i rozumie. Często zdarza jej się, nawet z nudów, pomyśleć, co inni o niej sądzą, i choć nie panuje nad myślami i nawet niechcący wmówi sobie, że ktoś uważa że jest taka i taka, to po prostu to olewa,bardzo często również
nieświadomie, okazyjnie. Nigdy nie zaczyna się z nią wojny, rzecz jasna nie fizycznej, bo przegraną ma się zwyczajnie w kieszeni. Doskonale wie co ma odpowiedzieć na wszystko i ma niesamowicie cięty język. Nie cierpi, nie znosi, nienawidzi, brzydzi się wręcz "osobami", bo rzadko takich osobników tak nazywa, tych co to są pępkami świata. Jeśli jej się podpadnie potrafi wpaść w niesamowitą furię. Nie jest to żadna umiejętność, czy uwolnienie, dalej jest sobą. Jeśli jest naprawdę niewyobrażalnie wściekła często traci świadomość tego co się dzieje. Łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a na happy end nie ma co liczyć, kiedy jest w takim stanie. Wtedy myśli tylko i wyłącznie jak by to wykombinować, żeby bolało jak najbardziej, ale żeby śmierć w duszy nie zawitała, byleby cierpienia jak najwięcej, co zrobić, żeby tylko nie umarł a męczył się jak najdłużej. Nie jest taka na co dzień, furia zmienia ją nie do poznania. Druga jej część, powłoka, czy po prostu stan oddaje jej uczucia jak na tacy. Często przesiaduje gdzieś w samotności pogrążona w rozmyśleniach. Należy tu też wspomnieć, że ów samica choruje na depresję, którą zazwyczaj udaje jej się doskonale stłumić. Czasem jednak następuje wybuch. Stara się dbać o stan psychiczny na każdym kroku, ale oczywiście są momenty, kiedy jest już po prostu za późno. Pogrążona w smutku wilczycę często można zobaczyć zalaną łzami, ale nienawidzi tego pokazywać. Chowa się po kątach a tylko najwierniejszym przyjaciołom ukazuje drugie oblicze w pełni swojej okazałości. Świetnie nadaje się do roli matki bądź zwyczajnej opiekunki - uwielbia młode i darzy je wielką sympatią. Uwielbia patrzeć, jak kolejne pokolenie dorasta i uczy się przetrwania w tym nieprzystępnym świecie, jednak małe, śliczne mordki zdają się nie zdawać sobie sprawy z okrucieństw tego świata bądź po prostu pie przywiązują do tego wagi. To w nich podziwia najbardziej. Jest też niezwykle moralistyczna i zawsze staje obronie słabszych, bądź po prostu w trudnej sytuacji. Dla poniżających i ich żałosnej kompanii nie znajduje wybaczenia a tylko zabija. Nie ma u nich już szans na poprawę, nie należy im się nawet cierpienie, które jest tysiące razy lepsze od tego, co ich czeka po życiu. Ma prawie nieskończone pokłady tolerancji, zniesie wszystko, nie przełknie jedynie tej zawiści do tak samo żyjących stworzeń tego świata. Jedyne, co nie przejdzie jej przez gardło..:HISTORIA:.
Kolejny nie mały punkt, historia jej była bowiem pogmatwana i długa. Urodziła się w ciepły, przyjazny dzień. Matka rozpieszczała swój pierwszy, liczący trzy osobniki miot. Niestety, jeden z nich, czarna samiczka, zmarła. Była słaba, urodziła się najmniejsza, otworzyła oczy ostatnia, pierwszy dźwięk również dane jej było usłyszeć późno. Nie dożyła roku, jako że ten klan był uważany za nienaturalnie długo żyjący, a, jak się później okazało, są oni powiązani z ludźmi, dzięki czemu dożywali ich wieku i dorastali ich tempem. Samiczka zawsze była wypychana przez białą siostrę, Fire, a jej brat zawsze potrafił się miedzy nimi przecisnąć. Zmartwiona stanem małej matka starała się nas odseparować podczas posiłków, ale bezskutecznie. Niewielkie szanse na przeżycie przesądziły o jej losie. Młoda biała wilczyca zawsze wyciągała wniosek, z którego wynikało, że to nierozłączna dwójka rodzeństwa doprowadziła do jej śmierci. Dalia, jak to miała na imię ich rodzicielka, zawsze starała się zaprzeczyć nie chcąc, aby mała się obwiniała, jednak patrząc z jej punktu wydawało się to całkiem logiczne. Dwie niewielkie kulki słysząc, że jedno z rodzeństwa nie żyje, stało się całkowicie nierozłączne. Brat był pewien, że ma za obowiązek ochraniać siostrę, a ona natomiast czuła się odpowiedzialna za dopilnowanie brata na każdym kroku. Byli niemal niczym bliźniaki syjamskie, połączeni nie byli jednie fizycznie. Jedynym problemem w ich życiu była naiwność ich stada, przez co niejednokrotnie wpadali przez to w duże kłopoty, ale, tak jak głupi ma szczęście, tak oni do przetrwania zostali obdarowani potężnymi wojownikami, dzięki czemu z potyczek wychodzili głównie bez szwanku. Przyszedł jednak dzień, w którym przeciwnikami nie były wilki, nie były psy, nie były
nawet wilkołaki. Były nimi niedźwiedzie. I, o ironio, stado zostało szybko wybite, choć pomagała im grupa dzikich psów specjalizując a się w zabijaniu tych bestii. Najdziwniejsze było jednak to, że kilkuletnie zaledwie szczenięta zostały oddane pod opiekę właśnie niedźwiedzicy. Tak jednak była inna. Przyjaźniła się z psowatymi, a szczególnie z ich matką. Tak więc, małe trafiły pod dobry "adres". Białą nie mogła jednak pogodzić się ze stratą matki, a więź z bratem tylko się zawęziła. Przez kilka pierwszych MIESIĘCY śniły jej się koszmary, a dni spędzała w najdalszych zakątkach lasu wylewając słone, szczere łzy, łudząc się, że matka powstanie. Często również chodziła do swojej starej norki, chociaż po walce często można było spotkać tam bestie, które tak bardzo ją skrzywdziły. Kiedy po raz pierwszy wymknęła się "macosze" chcąc ponownie zobaczyć matkę, a było to dosłownie kilkanaście sekund po jej śmierci, zalała się rzewnymi łzami. Była bardzo zżyta z rodziną i, nawet nie można powiedzieć, że nie chciała się pogodzić, a po prostu nie potrafiła, ciągle myślała wieczorami, że jutro opowie matce, co robiła danego dnia, dopiero po chwili orientując się, że nie ma już matki. W jaskini, wtulona w ciało swojej matki, została nakryta przez niewielkiego niedźwiedzia, wręcz młodego, który nie mógł jej dosięgnąć, aby wyciągnąć ją z nory, trzema pazurami przeciął jej malutkie plecki. Omal nie wykrwawiła się, jednak mądra niedźwiedzica natychmiast zorientowała się, gdzie jej szukać. Znalazła ją w ostatnie chwili. Brat był rozsądniejszy i został tam, gdzie mu nakazano, Fire jednak nie chciała słuchać, domagała się tylko powrotu do jeszcze ciepłego ciała zmarłej matki. Widząc to młody, czarny samiec pogrążył się w całkowitej rozpaczy, kiedy wreszcie do niego dotarło, że to już koniec tych miłych wieczorów, tych wspólnych kolacji, tych wspaniałych polowań ojca i służącego pomocą stada. Nie ma. Koniec. Kilka sekund, a zmieniło całe życie, wreszcie dotarło do niego, że czasu nie da się cofnąć, że już nic nie będzie takie samo, białe futro już nigdy nie ogrzeje go przed zimowymi nocami, lśniące, błękitne oczy już nigdy nie zaiskrzą tą ciepłą miłością, czarne wargi nie uniosą się w upragnionym uśmiechu. Młoda szarpała się długo, do puki mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Przez kolejne kilka dni zwyczajnie nie była w stanie chodzić. Wszystkie mięśnie były u granic możliwości. Początkowo nie chciała się otworzyć na niedźwiedzicę upierając się, że nie jest tą piękną, białą wilczycą. Zrozumiała jednak wreszcie, w czym pomógł jej nieświadomie brat, że ta piękna, biała wilczyca nie chciała sprawiać przyjaciółce problemu, chciała aby jej pociechy doceniły tą heroiczną śmierć i postępowanie nowej "matki". Poświęciła się dla nich. A ona ją krzywdzi. To właśnie przyszło jej na myśl. Od tamtej pory już nigdy nie sprawiła żadnego problemu, jednak któregoś dnia, gdy jej brat zaginął, sama odeszła nie mogąc przebywać w miejscu, w którym dalej pamięta kochającą matkę, troskliwego ojca i życzliwego brata. Zrozumiała, że straciła ich wszystkich, została tylko niedźwiedzica. Nie chciała jej stracić, więc postanowiła ją od siebie odseparować, nie chciała widzieć jej śmierci. Podczas kilkuletniej podróży, omal nie została złapana przez hycla, który wziął ją za zbłąkanego psa. Na jej szczęście, hycla z resztą też, był tam obecny mężczyzna, który przygarnął ją, tłumacząc "uprzejmemu panu", że to jego towarzyszka, po czym zabrał ją do domu. Był tak istny zwierzyniec, a to z tej racji, że często odkupywał upadające schroniska, a że był bogaty, to mógł sobie na to pozwolić. Od tamtej pory wilczyca pomagała mu ratować zwierzęta, aż pewnego razu straciła tylne nogi. Ten, korzystając ze swoich wielkich funduszy, sprawił jej metalowe nogi, które od tamtej pory często musiał przeglądać. Przyszła jednak kiedyś zemsta zarządcy schroniska z którego "ukradli" zwierzęta. Wściekły mężczyzna podłożył ogień pod wielką posiadłość, która zniknęła z powierzchni ziemi w przeciągu niecałej połowy godziny. Tego dnia zginęło kilkanaście zwierząt, w tym osierocone zostały 3 kotki, przy czym w miocie było 5, jednak ruszyły one za matką. "Właściciel" białej kazał zabrać jej jak najwięcej ocalałych i wyruszyć w podróż - znaleźć im domy a sobie godne dla wilka miejsce. Tego dnia po raz pierwszy mogła poczuć ziemię w postaci dwunożnej, po raz pierwszy, jako ten sam gatunek, co jej wybawca, wtulić się w niego i wypłakać. Tego dnia rany całego życia zostały rozdrapane, wręcz zszargane. Miała wrażenie, że ktoś zwyczajnie się nią bawi. Jednak, po długich namowach, wzięła niemal wszystkie zwierzęta i ruszyła w drogę. Większość z nich uciekła po drodze goniąc za własnym szczęściem, bądź znalazła nowy dom. Wadera jednak, razem z brązowym kotkiem imieniem Donat dalej przemierzała świat. Po drodze spotkała jeszcze ogrom osób które pomogły jej przezwyciężyć znęcający się nad nią los i tak oto Usłyszała legendę o SV. Znała ją. Za każdym razem odczuwała z tą historią jakąś więź, jednak nie potrafiła tego wytłumaczyć. Ostatecznie wmawiała sobie, że po prostu sama włada magią i wreszcie znalazła kogoś, choćby postacie z legendy, które zrozumiałyby ją. Do puki słysząc historię po raz setny, nie natknęła się na imię Fire. Nie wiedziała, czemu wilczyca z legendy nosiła to samo imię, ale od tamtego czasu nieustannie śniła jej się wojna między dwoma stadami. W końcu, nadszedł ten oczekiwany poranek, w którym zdała sobie z czegoś sprawę. Sen o wojnie zamienił się na sen przepełniony wspólnymi chwilami z matką. Wtedy zorientowała się, że to jej rodzicielka przekazała jej opowieść o chwalebnym stadzie i wspomniała, że członkini właśnie tego stada nazywała się Fire, stąd też imię dla małej samiczki. Poczuła w tamtym momencie, że odnalazła sens życia i razem z młodziutkim kotkiem obrała sobie za cel miasteczko Wolffiens, które bazowało na tejże legendzie. Na miejscu dowiedziała się że w nowo powstałym rezerwacie SV po raz kolejny stawia swoje łapy na tych ziemiach. Postanowiła spróbować..:CZŁOWIEK:.
Nie przepada przebywać w tej formie, ale zdarza jej się. Czasem jest to po prostu wygodniejsze. Ogólnie mierzy niecałe 170 cm, przy czym waży prawie 70 kilo, ale kompletnie tego po niej nie widać. Być może to przez jej wilczą wagę, jednak po prostu tego po niej nie widać, jak na kobietę ma bardzo dobrą posturę. Ciemny blond jej włosów podkreślają wręcz jarzące się błękitne oczy. Przemieniając się w człowieka nie potraf wyzbyć się białych uszu i ogona, jednak jej to nie przeszkadza. Problem pojawia się wtedy, kiedy musi zbliżyć się do ludzi, jednak i z tym sobie radzi. Zakłada czapkę a ogon chowa w spodniach i zakłada pelerynę, aby ukryć zwierzęce atuty. Tak samo jak w formie wilczej, jej znakami rozpoznawczymi są mechaniczne nogi, które rzecz jasna w tej formie przypominają ludzkie, trzy blizny u dołu kręgosłupa oraz nacięte pionowo prawe ucho. Czesze się w sposób dość skomplikowany, jednak raz na jakiś czas można ją zauważyć w rozpuszczonych bądź zwyczajnym kucyku..:WILK:.
Postać wilka zdecydowanie bardziej wyróżnia się wielkością, w kłębie mierzy aż 120 cm, przy czym większe basiory mierzą zaledwie 90. Podsumowując, w obu postaciach oczy ma na podobnej wysokości. Skoro jest tak wielka, mało też nie waży, bo prawie 100 kilo. Dzięki temu ciężko wyrwać się jej będąc przygniecionym, a przy mniejszych osobnikach kilka razy zdarzyło jej się złamać coś przeciwnikowi. Jest silniejszej budowy ciała, Futro jest ciepłe, ale gładkie, a zimą warstwa zewnętrzna robi się szorstka. Nos nie jest w pełni czarny, a oczy jarzą błękitem. Kompletne, spore uzębienie staje się niebezpieczną bronią, a siła szczęk dopełnia komplet. Wari najczęściej unoszą się w zadziornym uśmiechu ukazując kły, a oczy ukazują nieograniczone pokłady energii. Jej białe futro zdobią trzy równoległe blizny u nasady ogona, brak tylnych nóg uzupełniają mechaniczne, wilcze łapy, natomiast prawe ucho jest pionowo nacięte. Tatuaż umieściła na lewym udzie, kiedyś właśnie tam miała pewne znamię.
.:STANOWISKO:.
Kontakt:
GG: 38771703
E-mail: the_wolf.pl@onet.pl
Nareszcie skończona KP x.x Witam wszystkich już obecnych, tak jak niektórzy pewnie wiedzą, nie byłam w stanie zrobić tego wcześniej, więc tak się przeciągnęło, ale już jestem x3
GG: 38771703
E-mail: the_wolf.pl@onet.pl
Nareszcie skończona KP x.x Witam wszystkich już obecnych, tak jak niektórzy pewnie wiedzą, nie byłam w stanie zrobić tego wcześniej, więc tak się przeciągnęło, ale już jestem x3
poniedziałek, 29 września 2014
Now I'm falling down, through the crashing sound.
Oddychaj Sasho.
Wszystko będzie w porządku.
Raz, dwa, trzy... osiem sekund.
Raz, dwa, trzy... dwadzieścia szybkich
uderzeń serca.
Raz, dwa, trzy... siedem mrugnięć
niebieskimi oczami.
Raz, dwa, trzy... cztery głębokie
oddechy.
Raz, dwa... dwa kroki w tył.
Jeden... jedno osunięcie się po
ścianie.
Jedno objęcie rękoma kolana i
przyciągnięcie ich do siebie.
Jeden... jeden jęk wydobywający się
mimowolnie z jej gardła.
Raz, dwa, trzy... tysiące myśli
kłębiące się w jej głowie.
Zero... zero łez spływających po jej
policzkach.
Czuła się pusta.
Zagubiona.
Zakręcona.
Co tu właściwie się działo?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
To pytanie nie dawało jej spokoju.
JAK?
Jak to wszystko właściwie było
możliwe?
Przygryzła w zamyśleniu dolną wargę,
po czym wzięła następny głęboki wdech. Powoli zebrała się z
ziemi podpierając o ścianę pobliskiego budynku. Nie mogła sobie
pozwolić na to, żeby ktoś zobaczył ją w takim stanie. Nie miała
ochoty słuchać pytań 'co się stało?' i 'czy wszystko w
porządku?'. Na chwilę ukryła twarz w dłoniach i przymknęła
jasnoniebieskie oczy. Przeczesała ręką włosy, odgarniając ich
białe fale na plecy.
Musiała dowiedzieć się co właściwie
działo się w tym mieście. Zdecydowanie działo się tu jak dla
niej wiele dziwnych rzeczy. Po rozmowie z właścicielką swojego
hotelu dowiedziała się paru intrygujących ją rzeczy. Rzeczy które
całkowicie zbiły ją z tropu i wytrąciły z równowagi. Chodząc
po samym mieście i przysłuchując się temu co mówili ludzie
słyszała parę innych rzeczy o tym miasteczku oraz zamieszkujących
go osobach. Plotki tutaj rozchodziły się szybko. Nawet nie
zauważyła, gdy znalazła się przed tutejszą szkołą, wlepiła
spojrzenie w budynek i zamyśliła się dłuższą chwilę.
Niespodziewanie ruszyła w stronę wejścia i położyła rękę na
klamce, po chwili nacisnęła ją powoli i weszła do środka. Był
środek lekcji, więc korytarze były całkowicie opustoszałe przez
uczniów, wszyscy byli w swoich salach, na swoich lekcjach.
Filigranowej postury dziewczyna ruszyła przed siebie, w końcu
zatrzymała się przed sekretariatem. O dziwo trafiła tu bez trudu i
nawet nie starała się za bardzo. Wzięła głęboki wdech jeszcze
na chwilę się zamyślając. Czy naprawdę chciała to zrobić? Tak.
Nie miała w sumie nic do stracenia. Zapukała krótko i nie czekając
na odpowiedź weszła do środka.
-Dzień dobry. - na jej twarzy
praktycznie od razu pojawił się szeroki uśmiech. Podeszła bliżej
blatu biurka przy którym siedziała jakaś kobieta.
-W czym mogę pani pomóc? - spojrzała
na nią nieznajoma, najprawdopodobniej sekretarka i uniosła pytająco
brwi.
-Nazywam się Sasha Rhiannon. Dzwoniłam
tutaj wcześniej z podaniem o pracę. - stwierdziła białowłosa i
poprawiła torbę na ramieniu.
-Ah, tak, tak, przypominam sobie. - na
twarzy kobiety pojawił się nieznaczny uśmiech. - Dyrektor zaraz
panią przyjmie i przeprowadzi rozmowę kwalifikacyjną, zobaczymy
czy nada się pani na to stanowisko.
-Dziękuję. - mruknęła jeszcze zanim
weszła do gabinetu dyrektora. Nie spędziła tam wiele czasu i
oczywiście dostała to czego chciała. Dostała pracę. Nawet nie
ukazując większych dokumentów, których oczywiście nie posiadała.
Czasem, kiedy tego chciała potrafiła skołować człowieka tak żeby
zrobił to o co prosiła. Miała to w końcu we krwi. Była kitsune.
Tricksterem. Oszustem. Przez lata korzystała z tych umiejętności
mało, chociaż mogła mieć praktycznie wszystko co by chciała. A
teraz tylko dzięki swoim „sztuczkom” dostała pracę. Pracę w
szkole, z młodzieżą. Dawno nie miała styczności z 'dziećmi',
starała się tego unikać. Jednak teraz oficjalnie należała do
grona pedagogicznego. Co z tego, że wyglądała tak młodo jakby
sama była uczniem? To nie miało dla niej znaczenia. Z jej ust
wydarł się mimowolnie cichy śmiech, gdy znowu znalazła się na
pustym korytarzu. W kieszeni ciążyły jej teraz klucze do jej
nowego gabinetu. Chyba oszalała. Miała wystarczająco swoich
problemów, a teraz jeszcze porwała się na posadę... pedagoga
szkolnego. Wzięła głęboki, oczyszczający wdech. Da sobie z tym
radę, zawsze daje sobie ze wszystkim radę. Potrzebowała tej pracy,
potrzebowała dowiedzieć się coś więcej o ludziach z miasteczka.
A ta praca była do tego idealna. W końcu teraz miała dostęp do
akt wszystkich uczniów. Dzięki temu miała zamiar dojść do tego
czy wszystkie plotki, które obiły jej się o uszy były prawdziwe.
W końcu udało jej się wymyślić jakiś plan działania odkąd
przybyła do Wolffiens. Przecież przybyła tu nie bez powodu.
Łaknęła wiedzy. Chciał wiedzieć. Wiedzieć. Wiedzieć. Wiedzieć.
I nie miała zamiaru odpuścić tak łatwo.
Guilt is burning
Inside I'm hurting
This ain't a feeling I can keep
Inside I'm hurting
This ain't a feeling I can keep
~*~
No cóż.... Moje notki mogą być
trochę schizowe, za co przepraszam... Ostatnio naczytałam się za
wiele książek których bohaterowie są w pełni obłąkani ;n;
poniedziałek, 15 września 2014
Lost.
Trzask łamanych gałęzi.
Odgłos łap uderzających ciężko o ściółkę.
Dźwięki pogoni.
Głośne warczenie coraz bliżej.
Strach.
Strach paraliżujący całe ciało.
Ciarki przechodzące po karku.
Coraz więcej gorącego powietrza w płucach.
Zadyszka.
Bieg.
Potknięcie.
Cichy jęk bólu.
Niespodziewane wycie.
Wycie w stronę zachmurzonego nieba.
Wycie, które wwierca się w czaszkę.
Drąży drogę wprost do mózgu.
I jego wspomnienie już na zawsze pozostanie w głowie osoby, która je słyszała.
Krzyk zbudził ją ze snu, raptownie usiadła na swoim łóżku. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to był jej krzyk. Skuliła się bardziej na łóżku, przyciągając kolana do klatki piersiowej i zacisnęła mocno dłonie na kołdrze. Usta miała uchylone nieznacznie, jej oddech był przyspieszony. Serce biło jej szybko w piersiach. To był tylko sen. To nie działo się naprawdę. Starała się sobie wmówić. Działo. Działo. Działo. Przymknęła lekko powieki, po czym przetarła twarz dłonią. Świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że było to jej wspomnienie, jednak nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Tak dawno nie dręczyły jej koszmary. Koszmary powróciły wraz z powrotem na te tereny, domyśliła się tego. Dręczyło ją poczucie winy. Poczucie winy przez to, że zostawiła stado, że najzwyczajniej w świecie stchórzyła i uciekła. Była tchórzem. Tchórz. Tchórz. Tchórz. To słowo obijało się o ściany jej głowy nie dając jej chwili spokoju. W końcu wzięła głęboki wdech starając się uspokoić. Musiała być silna. Powinna żyć przyszłością, a nie wypominać sobie przeszłości.
Trzy kroki w przód, pięć kroków w tył.
Dwa kroki w przód, trzy kroki w tył.
Osiem kroków w przód, cztery kroki w tył.
Nie ważne ile by przeszła.
Zawsze się również kawałek cofa.
Z każdym takim snem pogrąża sama siebie, przez powrót tutaj pogrążyła siebie bardziej. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, że „maska” nad którą pracowała tyle wieków powoli zaczęła się kruszyć. Jej stara natura chciała wydobyć się na powierzchnię.Stała się znów miękka. W tym momencie najchętniej zwinęła by się w kłębek gdzieś w kącie i zaczęła płakać rzewnymi łzami. Tak jak kiedyś. Tak jakby to zrobiła ta „dawna” Sasha. Miała ochotę rozkleić się i ukryć gdzieś w cieniu. Po co tu wróciła? Po co? Te wspomnienia bolały tak bardzo. Widok tego miejsca bolał tak bardzo. Przeczesała włosy drżącą dłonią, po czym powoli wysunęła nogi spod kołdry i się podniosła. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Dwa długie wdechy, cztery krótkie wydechy.
Sasho. Jesteś silna,zazwyczaj zawsze dajesz sobie radę, brniesz przed siebie nie zważając na problemy. Przejmujesz się Nie przejmujesz się niczym. Obchodzi Nie obchodzi cię już to co kiedyś. Gdzieś w głębi jest stara ty Nie ma już starej ciebie. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Ona już nie istnieje.
Białowłosa podeszła powoli do otwartego okna, oparła się o framugę, wzięła głęboki wdech zaciągając się świeżym powietrzem. Niespodziewanie usiadła na parapecie i przerzuciła przez niego nogi. Oparła się ramieniem o bok okna i wlepiła niebieskie spojrzenie gdzieś w przestrzeń. Widziała stąd, z góry, duży obszar miasta i kawałek lasu.
Odgłos łap uderzających ciężko o ściółkę.
Dźwięki pogoni.
Głośne warczenie coraz bliżej.
Strach.
Strach paraliżujący całe ciało.
Ciarki przechodzące po karku.
Coraz więcej gorącego powietrza w płucach.
Zadyszka.
Bieg.
Potknięcie.
Cichy jęk bólu.
Niespodziewane wycie.
Wycie w stronę zachmurzonego nieba.
Wycie, które wwierca się w czaszkę.
Drąży drogę wprost do mózgu.
I jego wspomnienie już na zawsze pozostanie w głowie osoby, która je słyszała.
Krzyk zbudził ją ze snu, raptownie usiadła na swoim łóżku. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to był jej krzyk. Skuliła się bardziej na łóżku, przyciągając kolana do klatki piersiowej i zacisnęła mocno dłonie na kołdrze. Usta miała uchylone nieznacznie, jej oddech był przyspieszony. Serce biło jej szybko w piersiach. To był tylko sen. To nie działo się naprawdę. Starała się sobie wmówić. Działo. Działo. Działo. Przymknęła lekko powieki, po czym przetarła twarz dłonią. Świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że było to jej wspomnienie, jednak nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Tak dawno nie dręczyły jej koszmary. Koszmary powróciły wraz z powrotem na te tereny, domyśliła się tego. Dręczyło ją poczucie winy. Poczucie winy przez to, że zostawiła stado, że najzwyczajniej w świecie stchórzyła i uciekła. Była tchórzem. Tchórz. Tchórz. Tchórz. To słowo obijało się o ściany jej głowy nie dając jej chwili spokoju. W końcu wzięła głęboki wdech starając się uspokoić. Musiała być silna. Powinna żyć przyszłością, a nie wypominać sobie przeszłości.
Trzy kroki w przód, pięć kroków w tył.
Dwa kroki w przód, trzy kroki w tył.
Osiem kroków w przód, cztery kroki w tył.
Nie ważne ile by przeszła.
Zawsze się również kawałek cofa.
Z każdym takim snem pogrąża sama siebie, przez powrót tutaj pogrążyła siebie bardziej. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy z tego, że „maska” nad którą pracowała tyle wieków powoli zaczęła się kruszyć. Jej stara natura chciała wydobyć się na powierzchnię.
Sasho. Jesteś silna,
Białowłosa podeszła powoli do otwartego okna, oparła się o framugę, wzięła głęboki wdech zaciągając się świeżym powietrzem. Niespodziewanie usiadła na parapecie i przerzuciła przez niego nogi. Oparła się ramieniem o bok okna i wlepiła niebieskie spojrzenie gdzieś w przestrzeń. Widziała stąd, z góry, duży obszar miasta i kawałek lasu.
You're not dreaming
I Imię I
Nie pamięta swego imienia, jednak na pewno jakieś miała. Przecież każdemu kto się urodzi, rodzice dają imię. Gdy wyruszyła na samotną wędrówkę wołali na nią Biała i takie miano też postanowiła sobie nadać. Nosiła ta godność przez około roku, gdy poznała kogoś, kto nadał jej nowe i lepsze imię. Teraz brzmi ono Bella.
I Nazwisko I
Nazwisko swe po ojcu odziedziczyła, chyba jak każdy. Jest całkiem proste do zapamiętania, przynajmniej jej się tak wydaje. Coletti, właśnie takie włoskie nazwisko nosi. Podoba jej się, musi to przyznać, jednak rzadko kiedy komuś o nim mówi.
I Płeć I
Na sto procent się domyślasz, kimże to Bella jest. Przecież takie imię raczej do samców nie pasuje? Jest oczywiście płcią Piękną. Cieszy się że nie jest kimś innym, tylko samicą.
Z początku sama nie wiedziała czymże to ona jest. Jakieś wilk posiadający moce. Nikt z jej rodziny nie posiadał tych umiejętności, a tu taka ona się przejawiła. Jej rodzeństwo często ją przezywało, nie chcieli z nią spędzać czasu. Jej ojciec też. Matka była inna. Kochała ją, pomagała jej w opanowaniu mocy. Na początku nie mogła zaakceptować samej siebie, lecz teraz się to zmieniło. Uwielbia sobie " czarować ".
I Data Urodzin I
To jest druga rzecz jaką pamięta z dzieciństwa. Kiedy to przyszła na świat, poczuła ciepło matki oraz woń rodzeństwa. Był to dzień 23 maj. Miała wtedy dopiero parę minut, godzin, a teraz ma lat 4.
I Rasa I
Z początku sama nie wiedziała czymże to ona jest. Jakieś wilk posiadający moce. Nikt z jej rodziny nie posiadał tych umiejętności, a tu taka ona się przejawiła. Jej rodzeństwo często ją przezywało, nie chcieli z nią spędzać czasu. Jej ojciec też. Matka była inna. Kochała ją, pomagała jej w opanowaniu mocy. Na początku nie mogła zaakceptować samej siebie, lecz teraz się to zmieniło. Uwielbia sobie " czarować ".
I Moce I
Tak ma ich parę, a dokładniej trzy. Jakie to są? Ma moc władania lodem, jak i śniegiem. Kiedy chce może sprowadzić zimę, która trwa tak długo jak ona tylko będzie chciała. Robić wielkie zaspy śniegu, rzucać ostrymi soplami lodu i wiele tym podobnych rzeczy. Druga to umiejętność wysokiego skakania i szybowania. Może skoczyć sobie na czubek drzewa, a potem skoczyć i gdzieś poszybować. Potrafi również mówić ludzkim głosem. Nic wielkiego to nie jest, jednak bardzo to lubi.
I Wygląd I
Biała wadera. Jej futro jest grube, długie, miękkie oraz puszyste. Nie jest duża, ani mała. Średnia wielkość, ok. 68 cm. 120 cm, taka oto jest długa. Zaś długość jej ogona to 40 cm. Waga jest raczej odpowiednio przystosowana do jej ciała, 40 kg. Pysk białej jest dość krótki, zakończony czarnym jak węgiel nosem, który pięknie prezentuje się z jej białym pyskiem. Oczy mają kolor bursztynowy, złocisty. Są piękne.
I Charakter I
Bella jest bardzo cicha i nieśmiała. Będzie starała się mówić jak najmniej słów i zdań, lecz żeby było to zrozumiałe dla słuchaczy. Nigdy sama nic nie powie, a jeszcze bardziej nie zacznie rozmowy. Rzadko kiedy opowie dowcip oraz zacznie się głośno śmiać. Dla niej cichy chichot wystarcza w zupełności. Nie ufna i ostrożna-to również u niej zobaczycie. Bardzo trudno zdobyć jej zaufanie, wymaga to cierpliwości. Dopiero po paru miesiącach, a może i po roku uzna kogoś za przyjaciela, a co dopiero za najlepszego... A czy jest samotniczką? Wcale, woli przebywać w dużej, choć trochę znanej jej grupie osób, sama nie wie dlaczego. Źle znosi samotność, miała jej już za wiele. Jednak jest odważna. Tak, potrafi obronić swoją rodzinę, przyjaciół. Nie są dla niej straszne walki, rozlew krwi i te podobne rzeczy. Jaka to jeszcze jest ona? Miła i pomocna. Zawsze pomoże, podniesie po upadku i pocieszy. Będzie zachowywać się kulturalnie i serdecznie. Zawsze się z kimś przywita, choćby skinieniem łbem. W razie potrzeby umie pokazać kły,obronić się swą mocą, lub użyć swoich umiejętności walki.
Był to rok 2010, dzień 23, a miesiąc maj. Wiosna. W pasmie górskim i niedalekim lasom żyła potężna wataha wilków, nosiła nazwę Wataha Srebrnej Gwiazdy. Liczyła sobie ona około 28 członków, a rządziła nimi dobra para Alpha. Biała wadera, wraz z czarnym basiorem. Melody oraz Jack. Ów samica spodziewała się szczeniąt, już od jakiegoś czasu. Urodziła. Tego to właśnie dnia na świat wydała piątkę białych i czarnych kuleczek. Wszystkie miały jakieś imiona, oczywiście. Rosły. Jak miały 2 miesiące, w życiu jednej z białych kuleczek coś się zmieniło. Odkryła że ma moc. Lodu oraz potrafi wysoko skakać i szybować. Czasem udało jej się przemówić dziwnym głosem. Ojciec uznał ją ze czarownice, a rodzeństwo jej dokuczało. Jedynie matka kochała ją nadal tak samo. Zawsze i na zawsze. No i przyszedł ten moment, gdy szczenięta urosły i były dorosłymi wilkami. Musieli opuścić rodzinną watahę i założyć swoją. Tylko jeden samiec pozostał, aby później stać się Alphą. Dla magicznej wilczycy było trudno pożegnać się z matką, ale musiała odejść. Odeszła. Cała załamana. Polowania jej nie wychodziły. Głodowała. Któregoś dnia, gdy miała około dwóch lat, skradała się do słabej sarny. Niczego nie podejrzewający kopytny pasał się na rozległej polanie, oddalony od swego stada. Samica wyskoczyła z ukrycia. Chciała naskoczyć chociażby na zad swej ofiary, lecz ta ją kopnęła w pysk. Biała pisnęła głośno i runęła na ziemię. Zemdlała. Obudziła się po wielu minutach, być może godzinach. Jednak, była gdzieś indziej. W lesie. Czuła obcą woń i czyjąś obecność. Uniosła łeb i spojrzała przed siebie. Ludzkie szczenię...Matka opowiadała jej o ludziach, że są źli i zabijają zwierzęta. Lecz ich potomkowie są milsi, o wiele. Lubią zwierzęta, choć zdarza się że ich dzieci również są diabłami. Wadera od razu wyczuła że dziecko jest dobre, nie ma złych zamiarów. Ale i tak dla bezpieczeństwa uniosła swoje cielsko i warknęła. Głośno, tak aby dwunożny wiedział kto tu dominuje. Dziewczynka skinęła łbem i lekko się odsunęła, po czym wyciągnęła rękę i podrapała psowatą za uchem. Zamachała ogonem. Od tamtej pory stali się przyjaciółkami, a większymi gdy dziewczyna dowiedziała się o mocach wilczycy. Oraz że potrafi mówić. Ta nadała jej imię Bella, bardzo jej się spodobało. Było pięknie, ładnie. Było i się skończyło. Stephanie ( bo tak dwunożna miała na imię ) musiała wyjechać. Za granicę. Niestety. Ostatni dzień spędzili jak najlepiej. A potem się pożegnali. Na zawszę. Kolejna rozłąka, znów załamana. Wędrowała po świecie, aż znalazła Stipant Veritatis. Ma nadzieje że tu odnajdzie nowy dom, rodzinę i przyjaciół.
Jaka słaba KP O.O
I Historia I
I Hierarchia I
Psowata umie bardzo cicho się poruszać, jest odważna. Dzięki swoim mocom potrafi szybko biegać, jak i skakać. Ogółem to jest bardzo zwinna. Od dziecka uwielbia kogoś śledzić, zatem wychodzi jej to wspaniale. Więc raczej bez przeszkód może zostać Szpiegiem, tym kim od zawsze chciała zostać.
I Lubi I
♥ Być wolna
♥ Szpiegować
♥ Ludzi
♥ Szczeniaki
♥ Dobre towarzystwo
♥ Szczerość
♥ Wyć do księżyca
♥ Patrzeć w gwiazdy
♥ Marzyć
I Nie lubi I
♣ Być w bezruchu
♣ Dużo mówić
♣ Kłamstwa
♣ Nieuprzejmych osób
♣ Samotności
♣ Odtrącenia
I Ciekawostki I
☺ Ma głęboką ranę na karku, lecz zakrywa ją futro.
☺ Miała kiedyś partnera, lecz nie lubi o nim wspominać.
☺ Jej największym marzeniem jest założyć rodzinę z licznymi szczeniakami.
☺ Tęskni za swoją matką.
☺ Jej ulubionym daniem jest zając.
☺ Uwielbia norki! Lecz nie jeść.
☺ Oswaja norkę.
☺ Szybko się zakochuje.
------------------
Witam wszystkich! ;3 Bardzo cieszę się że mogłam dołączyć.
Ps. Przepraszam za ten " drobny " spamik gifami i że nie ma żadnego nieruchomego zdjęcia ^^
niedziela, 14 września 2014
Zamiana ról
Rima dość szybko dogoniła Koroshio. Gdy weszły do szkoły było już po dzwonku. - Nie sądziłam, że wrócisz na resztę lekcji. - powiedziała do niej. Jedną ominęły z czego dobrze by było się wytłumaczyć. Teraz była historia. Miała pewien plan i nie chodziło tu o " wizytę u dentysty". - Hm... Myślę że dziś będziemy mieć wolną lekcje na hiście.
Szatynka szła dalej korytarzem, udając, że nie usłyszała. Próbując przebić się przez tłum uczniów do swojej klasa, miała w duchu nadzieję, że zgubi tą upierdliwą panienkę. Chcąc odciąć się od świata, pogłośniła muzykę na swoim teledonie o kilka kresek i poprawiła słuchawki na uszach.
Rima jednak nie dawała za wygraną i wciąż coś do niej mówiła, idąc obok niej. Musiała przyznać, że uparta z niej była dziewczyna.
- Myślisz, że znasz mnie od dwóch godzin i już wszystko o mnie wiesz. Idź osądzać ludzi gdzie indziej. - odpowiedziała w końcu, mając nadzieję, że tym odstraszy upierdliwą koleżaneczkę.
- Tak samo ty nikogo nie znasz i skreślasz z góry, dodając ich do swojej tabelki znienawidzonych ludzi. - mruknęła przyglądając jej się kątem oka. - To, że inni ci dokuczali, to nie znaczy, że ja jestem taka sama. - dodała.
Dziewczyna zacisnęła pięści z gniewu. Znów to robiła. Zgadywała jej przeszłość po wyglądzie i mimo, że miała rację, to wciąż ją to denerwowało. Gwałtownie zatrzymała się, trącając przypadkiem jakiegoś kolesia, który odchodząc spiorunował ją spojrzeniem. Szatynka go jednak zignorowała. Odwróciła się w stronę swojej rozmówczyni i podeszła tak blisko, że ich twarzy dzieliły centymetry.
- Słuchaj. Nie wiem kim jesteś i dlaczego uwzięłaś się akurat na mnie. Nie wiem za kogo się tam uważasz, ale nie masz prawa mówić nic o mnie i moim życiu, bo nie wiesz nic. Nikogo nie skreślam z góry, no chyba, że ktoś nosi przy sobie zapas sztyletów i rzuca nimi na lewo i prawo. - Zakończyła i nie czekając nawet na jej odpowiedź, odwróciła się z powrotem w kierunku klasy historycznej i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
- Ehh... - westchnęła. - Może się jednak co do niej pomyliłam, albo jest po prostu świetną aktorką. - pomyślała na głos. Sięgnęła po plecak, który po wyjściu z klasy, rzuciła na podłogę, obok ściany od klasy historii i dogoniła Koroshio, gdy ta właśnie sięgała klamki. Odepchnęła ją lekko i weszła pierwsza, po czym pociągnęła ją za sobą.
- Dzień dobry panie profesorze! Przepraszamy za spóźnienie! - zakrzyknęła, trzymając przy sobie Tenshi.
- Nie byłyście również na angielskim. - powiedział niezadowolony psorek.
- Owszem, mógłby pan nam to usprawiedliwić? Widzi pan... Mam tę księgę, o której pan ostatnio wspominał. Moja babcia pożyczyła mi ją, jednak była dość ciężka i kochana Koroshio mi pomogła ją przynieść, dlatego też nie było nas na ostatniej lekcji. - wytłumaczyła i wyjęła z plecaka ogromną ksiegę. Nic dziwnego, ze dziś " zapomniała" wszystkich książek i miałą ze sobą tylko zeszyty. - Jest tylko mały problem, jeśli chce ją pan przeczytać, to musiałby pan zrobić to podczas lekcji, gdyż muszę później ją odnieść...
- Ah rozumiem... Mogę? - wziął ją do ręki. - Eghem... W takim razie usprawiedliwie Wam tamtą lekcję... Uczniowie! Może być wolna lekcja, ale macie zachowywać się cicho!
Kiedy dziewczyny tylko oddaliły się od biurka nauczyciela, zaskoczona całym zdarzeniem Koroshio wyrwała się z uścisku Rimy. Na chwilę zatrzymała ją, patrząc na nią spode łba.
- Dzięki, ale sama bym sobie poradziła. - warknęła do niej przez zęby. Koroshio nie była niewdzięczna, po prostu nie lubiła kiedy ktoś ratował jej tyłek. Wolała być niezależna i samodzielna. Zawsze tak było i przyzwyczaiła się do tego. - Ale nie myśl sobie, że jestem ci coś winna.
Po tych słowach odwróciła się do niej plecami i ruszyła w stronę ostatniej ławki pod ściną, która na szczęście była pusta. Rzuciła torbę pod ławkę i głośno przy niej usiadła. Kiwając się na krześle, przełączyła coś na telefonie i poprawiła słuchwaki na uszach.
Postanowiła sobie nic nie robić z jej słów i usiadła obok niej, po czym również założyła słuchawki, jednak te mniejsze, włączyła Sixteen Moons i położyła głowę na ławkę. Była trochę zmęczona dzisiejszym dniem, no i się nie wyspała.
Koroshio spojrzała na wygodnie rozłożoną na ławce Rimę. Westchnęła, zastanawiając się co by musiała zrobić, aby tamta w końcu odpuściła. Jak widać nigdy nie zamierzała dawać za wygraną.
- Serio? Masz zamiar spać na lekcji? - zapytała z zażenowaniem w głosie, zsuwając odrobinę słuchawki z uszu, aby móc usłyszeć co odpowie.
- Taak. - odpowiedziała, trochę ziewając, jednak nawet na nia nie spojrzała. - I tak jest wolna lekcja, więc co mam robić? - mruknęła. Na ławce nie było zbyt wygodnie, ale dobre i to. Może rzeczywiście przesadziła z tym sztyletem, ale zabijanie wilków dla zysku było dla niej najokropniejszą rzeczą. A gdyby to ją zabił? Zmieniłaby sie z bólu w dziewczynę, czy pozostałaby w wilczym ciele, by mógł zarobić na jej czarnym futrze? Za dużo dziś sie wydarzyło. Westchnęła cicho pod nosem. I tak pewnie nie zaśnie. Klasa była zbyt głośna, jednak chociaż profesorek mógł się zając czytaniem i dać im choć raz spokój.
- Tss... Jasne... - powiedziała opierając się o krzesło. Dziewczyna była naprawdę dziwna. W jednym momencie wydawała się być porządną dziewczynę, która karci palenie i zabijanie zwierząt. Nagle zmieniła się w ulubienicę nauczycieli, pożyczając im książki i w zamian dostając co tylko chce. A teraz nagle śpi na ławce jak by to było jej łóżko. Kompletnie nie wiedziała co o nim myśleć. Miała jednak dziwne przeczucie, że jest ona jeszcze kimś innym, niż jej się wydaje. Przy niej jej tak zwany szósty zmysł szalał.
- Co to za książka? - zapytała po chwili, nie mogąc wytrzymać.
- Spis starych legend Wolffiens. Są nawet te, których nie dostaniesz w tutejszej bibliotece. - odpowiedziała. Teraz to ona chciała ją zasypywać pytaniami? Ciekawe, co jeszcze wymyśli. - pomyślała, odwracając głowę w jej stronę, jednak nadal miała ją położoną na ławce, oraz opartą skrzyżowanymi rękoma. Jeśli miała być szczera, zdziwiło ją to, że nagle zapragnęła dowiedzieć się czegoś więcej i sama z siebie zadała jej jakiekolwiek pytanie, choć pewnie na jej miejscu sama by tak postąpiła.
- Legend Wolffiens? - zapytała. W jej głosie wyraźnie można było usłyszeć kpinę i niedowierzanie. - Nie sądziłabym, że profesor czyta bajki dla dzieci. - dodała po chwili, patrząc zdziwionym wzrokiem na zaczytanego nauczyciela Jeszcze mi powiedzcie, że w nie wierzy. Ehhh... Dorośli potrafią być naprawdę żałośni.
Brunetka otworzyła oczy i spojrzała na nią. Jej spojrzenie było trochę ciemniejsze niż błękit, jednakże nie było granatowe i ciemne, jak przedtem. - W każdej legendzie jest ziarnko prawdy Tenshi. Może sama jeszcze się kiedyś o tym przekonasz. - powiedziała, zaś jej głos zabrzmiał jakoś tajemniczo. Patrzyła jeszcze chwilę na nią, po czym jej oczy zdawało się, że przybrały jakiegoś jaśniejszego odcienia. - Ale co ty tam wiesz. I tak wszystko skreślasz, zanim zdąży ci się porządnie przedstawić i opowiedzieć o sobie. - dodała dość miłym tonem, a może trochę smutnym? Po czym znów odwróciła się od niej, próbując chociaż poleżeć w spokoju.
Miała ochotę dać jej w twarz. Zrzucić z krzesła i wrzasnąć "Spieprzaj dziwko. Co ty możesz kurwa wiedzieć?". Jednak zamiast tego zwróciła uwagę na coś innego.
- Skąd znasz moje nazwisko? - zapytała z zaskoczeniem, starając się powstrzymać gniew, jednak nie udało jej się to do końca i w jej głosie zabrzmiała nutka wrogości.
- Na lekcjach chyba choć jeden nauczyciel musiał powiedzieć Twoje nazwisko, przy wyczytywaniu z dziennika. - odpowiedziała obojętnym tonem. - Chyba, że nagle pomyślisz, że czytam ci w myślach lub coś podobnego. - zaśmiała się cichutko pod nosem. - Chyba już nie zasnę. - mruknęła i wyjęła jakiś przypadkowy zeszyt, po czym zaczęła rysować w środku długopisem. Nadal " leżała" na ławce, mając przed sobą zeszycik. Było jej w miarę wygodnie. Rysowała kolejną scenerię z księżycem, w mrocznym lesie. Oczywiście obowiązkowo znalazła się tam sylwetka wilka, jednak jego łapy wolała schować w zaroślach. Nie umiała ich rysować.
- Ta... Jasne... Właśnie to sobie pomyślałam. - mruknęła. Wciąż jednak była pewna, iż jeszcze żaden z nauczycieli nie wypowiedział jej nazwiska na głos. Zdecydowanie nie podobała jej się ta dziewczyna.
Po chwili z ciekawości zwróciła swój wzrok na jej zeszyt i tworzony przez nią rysunek. Prychnęła cicho pod nosem, przewracając oczami, widząc co rysuje.
- A podobno to ja rysuję przerażające rzeczy. - powiedziała bardziej do siebie, niż do niej.
- Nie sądziłam, że wilki są przerażające. - odpowiedziała. Wkrótce na jednej z gałęzi zagościł również czarny kruk. Był jej towarzyszem i cieszyła się, że udało jej się go stworzyć. Czasami zastępował jej przyjaciela, którego nie posiadała. Nie potrafił mówić sam z siebie, nie pytany, jednak lubiła go. Był cząstką jej mocy.
- To dzikie bestie, które myślą tylko o zabijaniu. Szkodniki i złodzieje. Nic więcej. To za pewne z ich powodu mój dziadek i brat wybierają się do lasu. Pozbędą się paru z nich, jak im dopisze szczęście. - powiedziała nie wiedząc jak duży błąd popełnia.
Nie nienawidziła wilków. Wiedziała jednak jak duże problemy mieli przez nie ich dziadkowie. Nie bała się ich, ale jednak żywiła do nich urazę za to czym są i co robią.
Znieruchomiała. Oni...naprawdę chcieli zabić wilki... Zaczęła drżeć. Nie panowała nad sobą. Była zła, wściekła, przerażona i w szoku. Spojrzała na dziewczynę, wzrokiem, który można było opisać tak, jak sama opisała wilki. Bestia. Jej oczy zrobiły się mocno granatowe, jednak nie dbała już o kolor tęczówek. Jej ciało zaczęło drżać. Za wszelką cenę, próbowała poskromić swoją zakazaną moc. Nie miałą za miaru robić krzywdy dziewczynie, jednak jej "wilcze ja" pragnęło jak najszybciej ją chociażby zagryść. - To ludzie są szkodnikami. - wysyczała przez zęby. - Stawiają bloki, wieżowce, drapacze chmur, tworząc paskudne miasta i niszcząc tym samym mnóstwo lasów, które są domem dla zwierząt. Wilki były tu pierwsze. Tak samo jak inne zwierzęta. - złapała się za nadgarstki, próbując się uspokoić. Wdech, wydech, wdech, wydech... To tylko głupia dziewczyna. Nie ma pojęcia o tym świecie. Nie jest jedną z nas... Podgłośniłą sobie hipnotyzującą piosenkę, jednak dawało to słabe efekty. Mimo wszystko powoli się uspakajała. Jednak wiedziała, że po tej lekcji będzie musiała się na czymś wyżyć. Chociażby na niewinnym drzewie. By nie skrzywdzić nikogo innego.
- Kiedy idziecie na polowanie? - zapytała dziwnie spokojnym głosem.
- Jesteś dziwna i zdrowo rąbnięta. Nie zapominaj, że ty też jesteś człowiekiem. - powiedziała spokojnie Koroshio. Wyraźnie wiedziała, że z jej rozmówczynią jest coś nie tak. Zdecydowanie zbyt bardzo była zakochana w wilkach i lesie. Typowa miejscowa. Dziecko lasu i w ogóle. - A co cię to obchodzi? Wszystkich wilków i tak nie ochronisz. Prawdopodobnie od razu jak tylko Luke skończy lekcję. Nie wiem zresztą. Nie obchodzi mnie. Nie mam zamiaru się w to bawić.
Nie słuchała jej już dłużej. Do końca lekcji zostało juz tylko parę minut, jednak musiała ostrzec wilki w lesie. Oczywiście o ile istniały jakieś wilki w tych lasach, prócz niej i jej przyjaciółki. Skupiła swoją uwagę na zeszycie Saphiry. Po chwili w jej zeszycie pojawiły się litery napisane ciemnym atramentem.
Szatynka szła dalej korytarzem, udając, że nie usłyszała. Próbując przebić się przez tłum uczniów do swojej klasa, miała w duchu nadzieję, że zgubi tą upierdliwą panienkę. Chcąc odciąć się od świata, pogłośniła muzykę na swoim teledonie o kilka kresek i poprawiła słuchawki na uszach.
Rima jednak nie dawała za wygraną i wciąż coś do niej mówiła, idąc obok niej. Musiała przyznać, że uparta z niej była dziewczyna.
- Myślisz, że znasz mnie od dwóch godzin i już wszystko o mnie wiesz. Idź osądzać ludzi gdzie indziej. - odpowiedziała w końcu, mając nadzieję, że tym odstraszy upierdliwą koleżaneczkę.
- Tak samo ty nikogo nie znasz i skreślasz z góry, dodając ich do swojej tabelki znienawidzonych ludzi. - mruknęła przyglądając jej się kątem oka. - To, że inni ci dokuczali, to nie znaczy, że ja jestem taka sama. - dodała.
Dziewczyna zacisnęła pięści z gniewu. Znów to robiła. Zgadywała jej przeszłość po wyglądzie i mimo, że miała rację, to wciąż ją to denerwowało. Gwałtownie zatrzymała się, trącając przypadkiem jakiegoś kolesia, który odchodząc spiorunował ją spojrzeniem. Szatynka go jednak zignorowała. Odwróciła się w stronę swojej rozmówczyni i podeszła tak blisko, że ich twarzy dzieliły centymetry.
- Słuchaj. Nie wiem kim jesteś i dlaczego uwzięłaś się akurat na mnie. Nie wiem za kogo się tam uważasz, ale nie masz prawa mówić nic o mnie i moim życiu, bo nie wiesz nic. Nikogo nie skreślam z góry, no chyba, że ktoś nosi przy sobie zapas sztyletów i rzuca nimi na lewo i prawo. - Zakończyła i nie czekając nawet na jej odpowiedź, odwróciła się z powrotem w kierunku klasy historycznej i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
- Ehh... - westchnęła. - Może się jednak co do niej pomyliłam, albo jest po prostu świetną aktorką. - pomyślała na głos. Sięgnęła po plecak, który po wyjściu z klasy, rzuciła na podłogę, obok ściany od klasy historii i dogoniła Koroshio, gdy ta właśnie sięgała klamki. Odepchnęła ją lekko i weszła pierwsza, po czym pociągnęła ją za sobą.
- Dzień dobry panie profesorze! Przepraszamy za spóźnienie! - zakrzyknęła, trzymając przy sobie Tenshi.
- Nie byłyście również na angielskim. - powiedział niezadowolony psorek.
- Owszem, mógłby pan nam to usprawiedliwić? Widzi pan... Mam tę księgę, o której pan ostatnio wspominał. Moja babcia pożyczyła mi ją, jednak była dość ciężka i kochana Koroshio mi pomogła ją przynieść, dlatego też nie było nas na ostatniej lekcji. - wytłumaczyła i wyjęła z plecaka ogromną ksiegę. Nic dziwnego, ze dziś " zapomniała" wszystkich książek i miałą ze sobą tylko zeszyty. - Jest tylko mały problem, jeśli chce ją pan przeczytać, to musiałby pan zrobić to podczas lekcji, gdyż muszę później ją odnieść...
- Ah rozumiem... Mogę? - wziął ją do ręki. - Eghem... W takim razie usprawiedliwie Wam tamtą lekcję... Uczniowie! Może być wolna lekcja, ale macie zachowywać się cicho!
Kiedy dziewczyny tylko oddaliły się od biurka nauczyciela, zaskoczona całym zdarzeniem Koroshio wyrwała się z uścisku Rimy. Na chwilę zatrzymała ją, patrząc na nią spode łba.
- Dzięki, ale sama bym sobie poradziła. - warknęła do niej przez zęby. Koroshio nie była niewdzięczna, po prostu nie lubiła kiedy ktoś ratował jej tyłek. Wolała być niezależna i samodzielna. Zawsze tak było i przyzwyczaiła się do tego. - Ale nie myśl sobie, że jestem ci coś winna.
Po tych słowach odwróciła się do niej plecami i ruszyła w stronę ostatniej ławki pod ściną, która na szczęście była pusta. Rzuciła torbę pod ławkę i głośno przy niej usiadła. Kiwając się na krześle, przełączyła coś na telefonie i poprawiła słuchwaki na uszach.
Postanowiła sobie nic nie robić z jej słów i usiadła obok niej, po czym również założyła słuchawki, jednak te mniejsze, włączyła Sixteen Moons i położyła głowę na ławkę. Była trochę zmęczona dzisiejszym dniem, no i się nie wyspała.
Koroshio spojrzała na wygodnie rozłożoną na ławce Rimę. Westchnęła, zastanawiając się co by musiała zrobić, aby tamta w końcu odpuściła. Jak widać nigdy nie zamierzała dawać za wygraną.
- Serio? Masz zamiar spać na lekcji? - zapytała z zażenowaniem w głosie, zsuwając odrobinę słuchawki z uszu, aby móc usłyszeć co odpowie.
- Taak. - odpowiedziała, trochę ziewając, jednak nawet na nia nie spojrzała. - I tak jest wolna lekcja, więc co mam robić? - mruknęła. Na ławce nie było zbyt wygodnie, ale dobre i to. Może rzeczywiście przesadziła z tym sztyletem, ale zabijanie wilków dla zysku było dla niej najokropniejszą rzeczą. A gdyby to ją zabił? Zmieniłaby sie z bólu w dziewczynę, czy pozostałaby w wilczym ciele, by mógł zarobić na jej czarnym futrze? Za dużo dziś sie wydarzyło. Westchnęła cicho pod nosem. I tak pewnie nie zaśnie. Klasa była zbyt głośna, jednak chociaż profesorek mógł się zając czytaniem i dać im choć raz spokój.
- Tss... Jasne... - powiedziała opierając się o krzesło. Dziewczyna była naprawdę dziwna. W jednym momencie wydawała się być porządną dziewczynę, która karci palenie i zabijanie zwierząt. Nagle zmieniła się w ulubienicę nauczycieli, pożyczając im książki i w zamian dostając co tylko chce. A teraz nagle śpi na ławce jak by to było jej łóżko. Kompletnie nie wiedziała co o nim myśleć. Miała jednak dziwne przeczucie, że jest ona jeszcze kimś innym, niż jej się wydaje. Przy niej jej tak zwany szósty zmysł szalał.
- Co to za książka? - zapytała po chwili, nie mogąc wytrzymać.
- Spis starych legend Wolffiens. Są nawet te, których nie dostaniesz w tutejszej bibliotece. - odpowiedziała. Teraz to ona chciała ją zasypywać pytaniami? Ciekawe, co jeszcze wymyśli. - pomyślała, odwracając głowę w jej stronę, jednak nadal miała ją położoną na ławce, oraz opartą skrzyżowanymi rękoma. Jeśli miała być szczera, zdziwiło ją to, że nagle zapragnęła dowiedzieć się czegoś więcej i sama z siebie zadała jej jakiekolwiek pytanie, choć pewnie na jej miejscu sama by tak postąpiła.
- Legend Wolffiens? - zapytała. W jej głosie wyraźnie można było usłyszeć kpinę i niedowierzanie. - Nie sądziłabym, że profesor czyta bajki dla dzieci. - dodała po chwili, patrząc zdziwionym wzrokiem na zaczytanego nauczyciela Jeszcze mi powiedzcie, że w nie wierzy. Ehhh... Dorośli potrafią być naprawdę żałośni.
Brunetka otworzyła oczy i spojrzała na nią. Jej spojrzenie było trochę ciemniejsze niż błękit, jednakże nie było granatowe i ciemne, jak przedtem. - W każdej legendzie jest ziarnko prawdy Tenshi. Może sama jeszcze się kiedyś o tym przekonasz. - powiedziała, zaś jej głos zabrzmiał jakoś tajemniczo. Patrzyła jeszcze chwilę na nią, po czym jej oczy zdawało się, że przybrały jakiegoś jaśniejszego odcienia. - Ale co ty tam wiesz. I tak wszystko skreślasz, zanim zdąży ci się porządnie przedstawić i opowiedzieć o sobie. - dodała dość miłym tonem, a może trochę smutnym? Po czym znów odwróciła się od niej, próbując chociaż poleżeć w spokoju.
Miała ochotę dać jej w twarz. Zrzucić z krzesła i wrzasnąć "Spieprzaj dziwko. Co ty możesz kurwa wiedzieć?". Jednak zamiast tego zwróciła uwagę na coś innego.
- Skąd znasz moje nazwisko? - zapytała z zaskoczeniem, starając się powstrzymać gniew, jednak nie udało jej się to do końca i w jej głosie zabrzmiała nutka wrogości.
- Na lekcjach chyba choć jeden nauczyciel musiał powiedzieć Twoje nazwisko, przy wyczytywaniu z dziennika. - odpowiedziała obojętnym tonem. - Chyba, że nagle pomyślisz, że czytam ci w myślach lub coś podobnego. - zaśmiała się cichutko pod nosem. - Chyba już nie zasnę. - mruknęła i wyjęła jakiś przypadkowy zeszyt, po czym zaczęła rysować w środku długopisem. Nadal " leżała" na ławce, mając przed sobą zeszycik. Było jej w miarę wygodnie. Rysowała kolejną scenerię z księżycem, w mrocznym lesie. Oczywiście obowiązkowo znalazła się tam sylwetka wilka, jednak jego łapy wolała schować w zaroślach. Nie umiała ich rysować.
- Ta... Jasne... Właśnie to sobie pomyślałam. - mruknęła. Wciąż jednak była pewna, iż jeszcze żaden z nauczycieli nie wypowiedział jej nazwiska na głos. Zdecydowanie nie podobała jej się ta dziewczyna.
Po chwili z ciekawości zwróciła swój wzrok na jej zeszyt i tworzony przez nią rysunek. Prychnęła cicho pod nosem, przewracając oczami, widząc co rysuje.
- A podobno to ja rysuję przerażające rzeczy. - powiedziała bardziej do siebie, niż do niej.
- Nie sądziłam, że wilki są przerażające. - odpowiedziała. Wkrótce na jednej z gałęzi zagościł również czarny kruk. Był jej towarzyszem i cieszyła się, że udało jej się go stworzyć. Czasami zastępował jej przyjaciela, którego nie posiadała. Nie potrafił mówić sam z siebie, nie pytany, jednak lubiła go. Był cząstką jej mocy.
- To dzikie bestie, które myślą tylko o zabijaniu. Szkodniki i złodzieje. Nic więcej. To za pewne z ich powodu mój dziadek i brat wybierają się do lasu. Pozbędą się paru z nich, jak im dopisze szczęście. - powiedziała nie wiedząc jak duży błąd popełnia.
Nie nienawidziła wilków. Wiedziała jednak jak duże problemy mieli przez nie ich dziadkowie. Nie bała się ich, ale jednak żywiła do nich urazę za to czym są i co robią.
Znieruchomiała. Oni...naprawdę chcieli zabić wilki... Zaczęła drżeć. Nie panowała nad sobą. Była zła, wściekła, przerażona i w szoku. Spojrzała na dziewczynę, wzrokiem, który można było opisać tak, jak sama opisała wilki. Bestia. Jej oczy zrobiły się mocno granatowe, jednak nie dbała już o kolor tęczówek. Jej ciało zaczęło drżać. Za wszelką cenę, próbowała poskromić swoją zakazaną moc. Nie miałą za miaru robić krzywdy dziewczynie, jednak jej "wilcze ja" pragnęło jak najszybciej ją chociażby zagryść. - To ludzie są szkodnikami. - wysyczała przez zęby. - Stawiają bloki, wieżowce, drapacze chmur, tworząc paskudne miasta i niszcząc tym samym mnóstwo lasów, które są domem dla zwierząt. Wilki były tu pierwsze. Tak samo jak inne zwierzęta. - złapała się za nadgarstki, próbując się uspokoić. Wdech, wydech, wdech, wydech... To tylko głupia dziewczyna. Nie ma pojęcia o tym świecie. Nie jest jedną z nas... Podgłośniłą sobie hipnotyzującą piosenkę, jednak dawało to słabe efekty. Mimo wszystko powoli się uspakajała. Jednak wiedziała, że po tej lekcji będzie musiała się na czymś wyżyć. Chociażby na niewinnym drzewie. By nie skrzywdzić nikogo innego.
- Kiedy idziecie na polowanie? - zapytała dziwnie spokojnym głosem.
- Jesteś dziwna i zdrowo rąbnięta. Nie zapominaj, że ty też jesteś człowiekiem. - powiedziała spokojnie Koroshio. Wyraźnie wiedziała, że z jej rozmówczynią jest coś nie tak. Zdecydowanie zbyt bardzo była zakochana w wilkach i lesie. Typowa miejscowa. Dziecko lasu i w ogóle. - A co cię to obchodzi? Wszystkich wilków i tak nie ochronisz. Prawdopodobnie od razu jak tylko Luke skończy lekcję. Nie wiem zresztą. Nie obchodzi mnie. Nie mam zamiaru się w to bawić.
Nie słuchała jej już dłużej. Do końca lekcji zostało juz tylko parę minut, jednak musiała ostrzec wilki w lesie. Oczywiście o ile istniały jakieś wilki w tych lasach, prócz niej i jej przyjaciółki. Skupiła swoją uwagę na zeszycie Saphiry. Po chwili w jej zeszycie pojawiły się litery napisane ciemnym atramentem.
Nie
wchodź dziś do lasu. Uprzedź innych. Polowanie na zwierzęta. Ri
- moc ciemności byla naprawdę bardzo przydatna. Saphira odwróciła się do niej i ledwie widocznie przytaknęła. Rima nie miała zamiaru w tym pomóc Saph. Musiała pójść na te polowanie i dopilnować, by żaden wilk nie stracił życia. Ponoć w tych lasach i tak dawno już wilki nie występowały, jednak jeśli jakiś miałby się tam znaleźć w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze... Lepiej było po prostu tam pójść i do tego nie dopuścić. W końcu zadzwonił dzwonek. Brunetka, równie z nim, poderwała się z miejsca i wyszła jako pierwsza, nie zasuwając po sobie nawet krzesła.
Kor&Ri
sobota, 13 września 2014
Everybody's hit the bottom, and everybody's been forgotten.
Dziewczyna o białych jak śnieg włosach siedziała po turecku na ziemi, a dookoła niej zebrało się parę gapiów. Była przyzwyczajona do czegoś takiego, nazywana była nawet miejscowym bardem. Ludzie lubili jej słuchać. Opowiadała powoli zawsze pewną historię. Pełną miłości, wierności, oddania drugiej osobie, szczęścia, smutku, krwi i walki. Opowiadała o starej watasze wilków zamieszkujące nie odkryte jeszcze przez ludzi tereny, które nie były zwykłymi zwierzętami, tylko magicznymi. Potrafiły mówić, czarować, tworzyły zgraną społeczność. O tym jak żyły spokojnie w szczęśliwym okresie stada, aż do wybuchu wojny. O zwadzie dwóch sióstr, o zemścicie jednej na drugiej. O śmierci tej dobrej i wygranej tej złej. O powolnym upadku watahy. O dalszych śmierciach, o członkach rozpadającego się stada, którzy walczyli do samego końca wierząc. Opowiadała o poległych waderach i basiorach. Wymieniała wszystkich po kolei i krótko opisywała.
-...ta dobra wataha nazywała się Stipant Veritatis. - zakończyła swoją opowieść kiwając przy tym lekko głową.
-Co się stało z tymi wszystkimi wilkami z tej dobrej watahy? - zapytał jakiś mały chłopczyk siedzący tuż przed nią i patrzący się na nią tymi swoimi wielkimi, czekoladowymi oczami.
-Większość z nich wtedy pożegnała się ze swoim życiem. - przyznała nie umiejąc ukryć smutku w swoim głosie.
-Nikt nie przetrwał? - dopytywał się dalej młodzik.
-Nie wiadomo, może komuś udało się przeżyć... - wzruszyła nieznacznie ramionami.- ...może właśnie w tej chwili taka osoba żyje gdzieś między nami i stara się zacząć nowe życie. - dodała po długiej chwili ciszy.
-Chciałabym kiedyś spotkać kogoś takiego! - przyznała jakaś dziewczynka siedząca z tyłu obok swoich rodziców.
-Może kiedyś będziesz miała szansę spotkać wilka lub lisa który mówi. - przyznała Sasha posyłając dziewczynce ciepły uśmiech. Oczywiście okrywała fakt, że była jedną z tych osób, a może nawet i jedyną. Nie miała pojęcia czy ktoś inny z watahy również przeżył tak jak ona. Z cieniem uśmiechu na twarzy obserwowała zasłuchany tłum dookoła niej. Oczywiście młode pokolenie z wielką chęcią słuchało jej opowieści, były to dla nich piękne bajki. Miała nadzieję, że przekażą tą legendę dalej. Swoim rodzinom, dzieciom, wnuczkom, przyjaciołom, wszystkim komu się dało. Nie chciała żeby wspomnienie o SV wyblakło przez wieki.
Stała przed wejściem do hotelu, jej białe jak mleko włosy rozwiewał na boki delikatny wiaterek. Wyrwała się z rozmyśleń, po czym weszła do środka. Wszystko robiła mechanicznie, tyle razy w swoim życiu wynajmowała pokoje. Podeszła do recepcji, przedstawiła się, poprosiła o pokój w oddaleniu od innych, ceniła sobie swoją prywatność, zapłaciła na razie z góry za 2 tygodniowy pobyt, poszła na górę. Nie wiedziała jeszcze dokładnie ile czasu tu zostanie. To zależało od pewnych czynników zewnętrznych. Przecież zamierzała tylko sprawdzić, czy plotki o tworzącym się nowym SV są prawdą. Włożyła powoli kluczyk do zamka, przekręciła go i weszła do środka. Nawet jakoś za bardzo się nie rozglądała po pomieszczeniu, rzuciła tylko plecak na łóżko. Nic więcej nie miała. Więcej nie było jej potrzebne do życia. Podróżowała, a raczej snuła się po świecie bez celu. Szukała nowego sensu w życiu którym mogłaby się kierować, jednak nie znalazła takiego. Wyszła z hotelu, poszła w stronę lasu. Starała się nie przyglądać budynkom stojącym dookoła. W głębi serca bolało ją to, że ludzie znaleźli to miejsce się tu osiedlili. Wycięli część lasu żeby wybudować miasto. Część lasu, które niegdyś należały do Stipant Veritatis, do jej ukochanej, starej watahy. Stanęła przed linią drzew i zaciągnęła się tutejszym powietrzem. Na parę sekund zamknęła oczy. Dom. Była w domu. Znowu. Chociaż, kiedy stąd odchodziła obiecała sobie, że tu nie wróci, nigdy. Wspomnienia przeszłości bolały. Bolało ją to, żejej przyjaciół jej rodziny już nie ma. Kiedyś gdyby znalazła się w takiej sytuacji jak ta pewnie zaczęła by płakać rzewnymi łzami. Jednak już nie była taka sama jak dawniej, nie zachowywała się tak jak za tamtych czasów, po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, którą już po chwili otarła szybkim ruchem ręki. Nie możesz żyć przeszłością. Upomniała się w duchu. Otworzyła błękitne oczy i weszła do lasu. Ściółka szeleściła cicho pod trampkami przy każdym jej kroku. Szła dalej i dalej. Gdy w końcu miała pewność, że nikt jej tu nie zauważy zmieniła swoją postać na zwierzęcą. Po chwili stała na ziemi jako wychudzona lisica, od której śnieżnobiałego futra odbijały się słabe promienie słoneczne, którym udało się przedrzeć przez korony drzew. Przeciągnęła się powoli chcąc rozprostować kości, dawno nie poruszała się w tej formie. Powoli ruszyła przed siebie. Jej spojrzenie taksowało teraz wszystko co ją otaczało. Tereny te były dla niej z jednej strony znajome, a z drugiej strony nie. Nie mogła uwierzyć, że tu wróciła. Chude łapy niosły ją gdzieś do przodu, nie przejmowała się tym gdzie trafi. Nie tęskniła przeraźliwie tęskniła za tym miejscem. Na jej pysku pojawił się uśmiech, którego nie mogła stłumić. Po chwili zmarszczyła nieznacznie kufę, kiedy do jej nozdrzy dotarły nieznajome zapachy. Zapachy wilków, najprawdopodobniej zmiennokształtnych, równocześnie pachnieli ludźmi. Była to pierwsza oznaka potwierdzająca plotki o odnawiającym się stadzie, jednak na razie nie miała zamiaru sprawdzać skąd dochodzą zapachy. Najpierw chciała sobie jeszcze pospacerować. Zwolniła kroku i dumnie stawiając łapę za łapą szła dalej.
-...ta dobra wataha nazywała się Stipant Veritatis. - zakończyła swoją opowieść kiwając przy tym lekko głową.
-Co się stało z tymi wszystkimi wilkami z tej dobrej watahy? - zapytał jakiś mały chłopczyk siedzący tuż przed nią i patrzący się na nią tymi swoimi wielkimi, czekoladowymi oczami.
-Większość z nich wtedy pożegnała się ze swoim życiem. - przyznała nie umiejąc ukryć smutku w swoim głosie.
-Nikt nie przetrwał? - dopytywał się dalej młodzik.
-Nie wiadomo, może komuś udało się przeżyć... - wzruszyła nieznacznie ramionami.- ...może właśnie w tej chwili taka osoba żyje gdzieś między nami i stara się zacząć nowe życie. - dodała po długiej chwili ciszy.
-Chciałabym kiedyś spotkać kogoś takiego! - przyznała jakaś dziewczynka siedząca z tyłu obok swoich rodziców.
-Może kiedyś będziesz miała szansę spotkać wilka lub lisa który mówi. - przyznała Sasha posyłając dziewczynce ciepły uśmiech. Oczywiście okrywała fakt, że była jedną z tych osób, a może nawet i jedyną. Nie miała pojęcia czy ktoś inny z watahy również przeżył tak jak ona. Z cieniem uśmiechu na twarzy obserwowała zasłuchany tłum dookoła niej. Oczywiście młode pokolenie z wielką chęcią słuchało jej opowieści, były to dla nich piękne bajki. Miała nadzieję, że przekażą tą legendę dalej. Swoim rodzinom, dzieciom, wnuczkom, przyjaciołom, wszystkim komu się dało. Nie chciała żeby wspomnienie o SV wyblakło przez wieki.
Stała przed wejściem do hotelu, jej białe jak mleko włosy rozwiewał na boki delikatny wiaterek. Wyrwała się z rozmyśleń, po czym weszła do środka. Wszystko robiła mechanicznie, tyle razy w swoim życiu wynajmowała pokoje. Podeszła do recepcji, przedstawiła się, poprosiła o pokój w oddaleniu od innych, ceniła sobie swoją prywatność, zapłaciła na razie z góry za 2 tygodniowy pobyt, poszła na górę. Nie wiedziała jeszcze dokładnie ile czasu tu zostanie. To zależało od pewnych czynników zewnętrznych. Przecież zamierzała tylko sprawdzić, czy plotki o tworzącym się nowym SV są prawdą. Włożyła powoli kluczyk do zamka, przekręciła go i weszła do środka. Nawet jakoś za bardzo się nie rozglądała po pomieszczeniu, rzuciła tylko plecak na łóżko. Nic więcej nie miała. Więcej nie było jej potrzebne do życia. Podróżowała, a raczej snuła się po świecie bez celu. Szukała nowego sensu w życiu którym mogłaby się kierować, jednak nie znalazła takiego. Wyszła z hotelu, poszła w stronę lasu. Starała się nie przyglądać budynkom stojącym dookoła. W głębi serca bolało ją to, że ludzie znaleźli to miejsce się tu osiedlili. Wycięli część lasu żeby wybudować miasto. Część lasu, które niegdyś należały do Stipant Veritatis, do jej ukochanej, starej watahy. Stanęła przed linią drzew i zaciągnęła się tutejszym powietrzem. Na parę sekund zamknęła oczy. Dom. Była w domu. Znowu. Chociaż, kiedy stąd odchodziła obiecała sobie, że tu nie wróci, nigdy. Wspomnienia przeszłości bolały. Bolało ją to, że
~*~
*Z serii więcej krótkich opowiadań Sash*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



