Alternatywny tekst

sobota, 13 września 2014

If we only live once, I wanna live with you





• Malia Dale •
• Kobieta •
• 16 lat •
• 28 listopada •
• Kojotołak •






We're born with millions
Of little lights shining in the dark
And they show us the way
One lights up, every time you feel love in your heart
One dies when it moves away



• Imię •
Malia - Do dzisiaj nie wie kto nadał jej to imię. Czy byli to jej rodzice biologiczni? Czy przybrani? A może sama je wymyśliła? Czy może ktoś zupełnie inny? Tego nie wie. Nie pamięta. Pomimo wszystko postanowiła je zachować. Po części dlatego, że nie ma nic przeciwko niemu, nawet jej się podoba. Ale chyba bardziej ze względu na to, że jest ono nieodłączną pamiątką z przeszłości.




• Nazwisko •
Z tą częścią sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Nie wiedziała czy używać nazwisko przybranej rodziny, czy biologicznego ojca. Prawda była taka, że z każdym wiązały się bolesne wspomnienia. Dlatego gdy rozpoczynała nowe życie przyjęła nowe nazwisko – Dale.




Well, I don’t know how, and I don’t know why.
But when something’s living, well, you can’t say die.
You feel like laughing, but you start to cry.
I don’t know how, and I don’t know why.




• Rasa •

Jest kojotołakiem. Zmiennokształtną. Posiada trzy przemiany: człowieczą, całkowicie zwierzęcą i pośrednią. Można ją porównać do wilkołaka. Tak samo działa na nią pełnia księżyca, potrafi się leczyć, tak samo działają na nią wszystkie trucizny i tym podobne. Jedynie podczas pełnej przemiany zamienia się w kojota, a nie w wilka.





• Umiejętności •
Jako kojotołak posiada możliwości przemiany. Oprócz tego nadnaturalną siłę oraz zwinność. Ma doskonały węch i słuch w każdej postaci. W postaci zwierzęcej i przejściowej widzi w ciemnościach. Może też wspinać się z zawrotną prędkością, a także wskakiwać i zeskakiwać z dużych wysokości, nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Posiada też zdolność szybkiego leczenia.




• Opis wyglądu •

Jest średniego wzrostu. Nie jakoś strasznie wysoka, czy przeraźliwie niska. Mierzy przeciętne 171 cm wzrostu. Jest szczupła, posiada smukłą sylwetkę i długie, zgrabne nogi. Jej twarz ozdabiają pełne, malinowe usta, drobny nos i duże czekoladowe oczy. Włosy sięgają jej za łopatki i są lekko falowane, brązowe. Z określeniem ich odcieniu jest trochę gorzej. Niektóre pasemka są jasnobrązowe, prawie jasny blond, a kolejne bardzo ciemne.



W zwierzęcej przemianie jest szarym kojotem, trochę bardziej przypominającego wilka, ze względu na jej ojca. Jest dość drobna mierzy niecałe 40 cm w kłębie, waży jakieś 11 kg. Jej oczy zazwyczaj są jasnobrązowe, lecz czasami świecąco niebieskie, jak podczas przemiany pośredniej.




Przemiany pośredniej nauczyła się dopiero niedawno. Pozostaje wtedy w postaci człowieka, lecz wysuwają się jej kły oraz pazury, wyostrzają zmysły, a oczy zaczynają świecić na niebiesko. Czasem również jej rysy twarzy zmieniają się na bardziej zwierzęce.




It's been a long time coming since I've seen your face
And I've never went back trying to replace everything that I've had till my feet went numb
Praying like a fool that's been on a run
Heart still beating but it's not working
It's like a million dollar phone that you just can't ring
I reach out trying to love but I feel nothing
Yeah, my heart is numb




• Charakter •
Jest raczej otwarta na nowe znajomości. Często jest szczera, bezpośrednia, śmiała, nigdy nie owija w bawełnę tylko wali prosto z mostu. Zdarza jej się nie zwracać uwagi na innych, zawsze robi to na co akurat ma ochotę. Pomimo wszystko jest bardzo lojalna wobec swoich przyjaciół. Boi się ponownej straty, a także odrzucenia.







• Historia •
Przyszła na świat 28 listopada w szpitalu jednego z niewielkich, amerykańskich miasteczek. Już dwa tygodnie później trafiła do rodziny zastępczej. Dorastała w jednym domu z dwójką przybranego rodzeństwa – dwa lata starszym bratem i 10 miesięcy młodszą siostrą. Żyła jak normalne dziecko, nieświadoma swoich nadnaturalnych umiejętności. 



Podczas jednej z pełni wracała nocą wraz z rodziną z weekendowej wizyty u babci. Miała wtedy niecałe 6 lat. Straciła kontrolę i przemieniona w kojota zabiła wszystkich w samochodzie. Przerażona uciekła do pobliskiego lasu. Od tego czasu jej oczy podczas przemiany świeciły na niebiesko, przypominając o morderstwie niewinnych osób. Nie potrafiła ponownie zmienić się w człowieka, więc kolejne 8 lat spędziła jako kojot, mieszkając w jaskini, polując na drobną zwierzynę i ukrywając się przed ludźmi. 


W końcu natknęło się na nią stado wilkołaków i dzięki alfie ponownie wróciła do postaci człowieka. Tyle lat jako zwierzę wpłynęło na jej zachowania i upodobania. Wciąż przerażona tym, że zabiła swoją rodzinę, uciekła od stada. Ludzie nie potrafili zaakceptować jej zachowania, została uznana za psychicznie chorą i trafiła do psychiatryka. Przebywanie wśród osób naprawdę psychicznie chorych, to naprawdę nic ciekawego. 





I had a dream the other night,
About how we only get one life,
It woke me up right after two,
I stayed awake and stared at you ,
So I wouldn’t lose my mind





Po kilku miesiącach poznała tam chłopaka, który również tam totalnie nie pasował. Wspólnymi siłami udało im się uciec z tego wariatkowa. Chłopak okazał się najlepszym przyjacielem alfy, który przywrócił jej wtedy ponownie ludzką postać. Początkowo była na niego wściekła, że kazał jej żyć wśród ludzi z poczuciem winy na sercu, że zabiła swoją rodzinę, jednak zdecydowała się przyjąć jego pomoc i dołączyć do stada. Nauczyła się jak kontrolować przemiany, jak sobie radzić podczas pełni i innych przydatnych umiejętności gdy jest się wilkołakiem czy kojotołakiem. Najbardziej jednak, zżyła się  z chłopakiem, którego poznała w psychiatryku. Zamieszkała u niego, a on pomagał jej powrócić do normalnego ludzkiego życia. Chodzili razem do szkoły i tylko dzięki niemu udało jej się zdać, czegokolwiek nauczyć, czy nie zostać wywalonym za nieprzepisowe zachowanie.  Znalazła przyjaciół, nowy dom, rodzinę. Przypadkowo nawet odnalazła swojego biologicznego ojca, chociaż nie chciała mieć z nim za wiele wspólnego. Dopiero wtedy dowiedziała się, że była adoptowana. Starała się jednak nie patrzeć wstecz i pozostawić niewygodną przeszłość za sobą i rozpocząć nowe życie.

You've got something I need,
In this world full of people there’s one killing me
And if we only die once I wanna die with you



Wszystko było dobrze dopóki nie pojawili się łowcy. Zabili troje z jej przyjaciół. W tym niestety przypadkowo chłopaka z psychiatryka. Nie mogła dłużej zostać w mieście gdzie wszystko jej o nim przypominało. Nie potrafiła dłużej mieszkać w jego domu, to za bardzo bolało. Zabrała kilka pamiątek i wyjechała. Nie, nie chciała zapomnieć, ale jednak nie mogła zostać dłużej w tym mieście. Wszystko było za bardzo pogrążone w smutku. Musiała sobie poradzić i żyć dalej. On by tego chciał. Długo podróżowała z miejsca na miejsce, aż w końcu trafiła na tereny Stipant Veritatis. 



•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•




Tak więc... Witam wszystkich :)
Jak pewnie niektórzy zauważyli postać jest wzorowana na bohaterce serialu "Teen Wolf". Mam nadzieją, że nie będzie stanowiło to zbyt dużego problemu, tak samo jak rasa. W razie większych problemów mogę to zmienić. Przyjmę wszelkie uwagi i komentarze na ten temat.

KP pewnie będzie jeszcze kilka razy edytowana.
Oczywiście chętna na wszelkie wątki i powiązania ;)
Kontakt - GG: 856450


czwartek, 11 września 2014

Tańcz w świetle księżyca...



Zyta Róża Botwin

Zyta niegdyś Róża Botwin
Urodzona w getcie żydowskim na terenie Polski
Aktualnie 23 lata.

~*~

Urodziła się w lecie dokładniej 09.07
W wieku 5 lat jej rodzice zgineli w czasie rozstrzelania

♩♪♫♬
Przemieniła się w wilka i zamieszkała pobliskie lasy.
Uciekała przed hitlerowcami

⊱✺⊰
Wstąpiła do wojska w formie ludzkiej by jakiś czas później uciec i nie wrocić.
Znów zmieniła się w wilka a gdy po dłuższych poszukiwaniach znalazła to miasto zmieniła się w człowieka.

⊰✺⊱
Osiedliła się za granicami miasta w lesie.
Zna cały plan miasta.

☯

"Deszcz, jesienny deszcz

Smutne pieśni gra
Mokną na nim karabiny
Hełmy kryje rdza [...]"

Człowiek

Ma metr siedemdziesiąt wysokości.
Długie po pośladki brązowe włosy.
Szare oczy, nienauralna źrenica.

Posługuje się bronią palną (karabin)
Zna 5 języków w tym tutejszy.

Nosi zazwyczaj wojskowe ciuchy chociaż zdaża jej się że
Wychodzi w dresach.

"[...]

Nieś po błocie w dal

W zapłakany świat
Przemoczonych pod plecakiem
Osiemnaście lat

[...]"

Jako iz Zyta jest zmiennokształtna ma 2 przemiany.

Wilkołak

Ma prawie 2 metry wysokości.
Sierść która pokrywa całe jej ciało jest biało kremowa
Oczy są niebiesko-srebne z nienaturalną źrenicą.

Posługuje się  łukiem i strzałami.
Potrafi mówić ludzkim głosem.

Jest ubrana w lekkie ciuchy z skóry.

"[...]

Deszcz, jesienny deszcz
Bębni w hełmów stal
Idziesz, młody żołnierzyku
Gdzieś w nieznaną dal

[...]"

Wilk

Nie różni się wielkością od przeciętnego wilczyska.
Sierść nie ma określonego koloru. Jest poprostu ciemna.
Złote oczy.

Umieśniona
Potrafi mówić ludzkim głosem.


Żydowski bachor... Zabije je własnymi rękami - Mrukną cicho wchodząc w las.

Już nie wrócił a z lasu było można słyszeć Cichy rechot.


Zyta jest mało mówna a nie kiedy chamska.
Niechętnie opowiada o przeszłości
Lubi samotność

Nienawidzi tłoku.
Czasem śpiewa piosękę z wojska.
Często gra na gitarze nad jeziorem czy rzeką.

Jest Niecierpliwa.



Uwielbia dostawać prezęty.
Szczególnie nie wiedząc od kogo.

Ma tauaż na plecach. Dwa ogromne skrzydła.
---
Witajcie w świecie bóli kochani c:
Chętna na wątki i powiązania
KP Zastrzegam !

środa, 10 września 2014

Świat wyszedł z formy.


◄ Baelfire Stewart ►   

◄ Bae ►
♂
27 lat
14 listopada
Mieszaniec
Złodziej

Charakter
• Arogancki • Bezczelny • Bystry • Ciekawski • Cierpliwy • Denerwujący • Egoistyczny • Gwałtowny • Inteligentny • Ironiczny • Kapryśny • Krytyczny • Kłamliwy • Lojalny • Nieprzewidywalny • Obojętny • Optymista • Ostrożny • Pełen życia • Pewny siebie • Podejrzliwy• Prowokujący • Przebiegły • Samotnik• Uparty • Urzekający • Wpływowy • Wredny • Złośliwy •




Wygląd → człowiek
• Blondyn • Długie włosy • 1,92 cm • Zielone oczy • Tatuaże • Umięśniony • Zarost • Szczupły •

Wygląd → wilk
• Basior • Dobrze zbudowany • Masywny • Szczupły • Duży • Kilkukulorowe futro • Puchaty • Długi ogon • Zielono-żółte oczy • Sterczące uszy • Długa kufa • 


Moce
◄ Jako mieszaniec potrafi zmienić swoją formę na wilczą. ►
◄ Panuje nad prądem. ►
◄ Telekineza. ►




Historia
Jego rodzice nie mieli dobrej sytuacji w życiu. Byli młodzi. Zakochani w sobie. Głupi. Udawało im się śprzetrwać tylko dzięki kradzieżom, byli typowymi mniejszymi przestępcami. W końcu prędzej czy później któreś z nich musiało „wpaść”. Pewnego dnia dziewczyna została złapana przez policję, chłopak uciekł zostawiając ją samą. Nie wiedział jednak, że jego ukochana była już wtedy w ciąży. Bae urodził się w więzieniu. Jego matka odsiadywała wtedy 11 miesięczny wyrok za kradzież.4. Został oddany do sierocińca tuż po pojawieniu się na świecie. Kobieta, która go urodziła stwierdziła, że „tam będzie mu lepiej”. Wychował się wraz z innymi sierotami. Nie trafił do żadnej rodziny zastępczej. Nigdy. Był uważany za odmieńca. Dorastał z myślą, że jest jedynie niechcianym chłopcem. W swoje 15 urodziny pierwszy raz przemienił się w wilka. Wcale mu się to nie podobało. Jeszcze tego samego dnia uciekł z sierocińca. Mieszkał na ulicy, więc nie było szans na to, żeby wyrósł na „porządnego” człowieka. Przez następne lata tułał się, postanowił się usamodzielnić. Kierował się jedną zasadą: można mieć wszystko, jednak wpierw trzeba to samemu zdobyć. Bezwiednie robił to co jego rodzice w młodości. Kradł. Musiał mieć to po prostu we krwi. Z biegiem lat stał się w tym naprawdę niezły. Dodatkowo odkrył w sobie inne umiejętności oprócz swojej przemiany. Nauczył się panować nad elektrycznością. Bułką z masłem stało się dla niego wyłączenie za pomocą dotyku elektrycznych zamków, czy zapalenie światła, gdy o tym pomyślał. W późniejszym czasie zaczęło udawać mu się używać telekinezy, przesuwał pomniejsze przedmioty za pomocą myśli, jednak musiał to jeszcze wyszlifować. Ktoś by rzekł „złodziej doskonały”. Jednak każdy musi prędzej czy później się ‘potknąć’. Bae za każdym razem robił coraz większe skoki, chciał mieć coraz więcej i więcej. Myślał, że może i potrafi wszystko, że zawsze będzie mu wszystko wychodzić. Jak wielki był jego szok, któregoś razu został złapany przez policję. Rzeczywistość dotarła do niego, tak jakby ktoś wylał mu na głowę wiadro zimnej wody. Nie walczył, nie sprzeczał się. Dostał wyrok na 5 lat za swoje występki. Trafił do więzienia, gdzie i tak od razu zaczął planować ucieczkę. Spędził tam 1,5 roku, po czym po prostu zniknął. Do tej pory nikt nie wie w jaki sposób udało mu się dostać za więzienne mury.

Ciekawostki
◄ Aktualnie ukrywa się w miasteczku Wolffiens i nikt nic nie wie o jego czarnej przeszłości.►
◄ Czasami dorabia w pobliskim barze jako kelner. ►
◄ Nadal zdarza mu się kogoś okraść. ►
◄ Wynajmuje mieszkanie w hotelu. ►


←════════→
Karta postaci jest jeszcze w budowie, pewnie będzie jeszcze wiele razy edytowana.
Bae jak najbardziej jest chętny na wątki i powiązania. Najchętniej na wątki pod KP. 


niedziela, 7 września 2014

" Kto zdoła zgromadzić dym z lasów, dawno zagasłych pożarów? "

♣ Historia ♣
 P  ierwsze płatki śniegu opadały ku ziemi zwiastując całkowitą zmianę pogody. Miało być coraz mroźniej, zimniej. Nieprzenikniony chłód miał zacząć szczypać w odsłonięte policzki i nosy przechodniów. Zima -zła pora dla ludzi bezdomnych. Mała dziewczynka o długich, poplątanych włosach w kolorze miedzi siedziała przy małym ogniu rozpalonym za pomocą znalezionych zapałek. Małe płomyki leniwie ogrzewały maluszki małych rączek. Gwałtowny podmuch wiatru targnął jej paleniskiem, które po chwili całkowicie zgasło. Dziewczyna wydała z siebie ciche westchnienie wpierw zaskoczenia, a potem zawodu. Zaszlochała cicho otulając się ramionami nie przestając się kulić. Zamarznę tu, pomyślała z żalem i zadrżała od mroźnego wiatru. Rozejrzała się po opustoszałej, oszronionej drodze oblanej mętnym blaskiem ulicznych lamp. Mała łza spłynęła po jej policzku. Miała wrażenie, że słona kropelka zamarzła na jej zaróżowionym policzku tworząc przezroczystą perełkę. Nie mogę tak tutaj siedzieć, skarciła się w myślach i podniosła powoli prostując nogi z lekkim trudem. Ruszyła przed siebie nie przestając się kulić. Chłód chodnika wbijał w jej nagie stopy miliony mroźnych igiełek. Przyśpieszyła kroku. Zatrzymała się przed jakimś domem, gdy zimno odbierała jej zdolność chodzenia. Usiadła przy ogrodzeniu podciągając pod siebie nogi. Załkała cichutko próbując nieco rozgrzać sine palce stóp. Usłyszała jak ktoś otwiera drzwi domu, zawiasy skrzypiały nieprzyjemnie. Pewnie przez mróz. Ktoś kierował się w stronę bramki, najpewniej wyrzucić śmieci do pojemników przy chodniku lub do sklepu, który czynny jest do 20:00. Dziewczynka uniosła spojrzenie na obcą osobę, która wpierw nie zauważyła jej chudej postury. Jednak ludzki instynkt bywa równie podobny do zwierzęcego, wyczuwają czyjąś obecność. Starsza kobieta odwróciła się na pięcie i spojrzała w mrok, nie dostrzegła dziewczynki za pierwszym razem.
- Dziecko, wszystko w porządku? - zapytała, gdy w końcu jej wzrok dojrzał małą dziewczynkę. Podeszła do niej chwiejnie, starczym krokiem. Ukucnęła, choć widać było, że to nie lada wyczyn dla niej.
Rudowłosa skuliła się jeszcze bardziej i przycisnęła plecy do ogrodzenia.
- Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię. Jak Ci na imię, dziecino?
Niebieskie oczka, strasznie zmęczona przyglądały się kobiecie. Wyglądała jak anioł, mając za sobą snop światłą ulicznej lampy.
- Shinea..
- Ładnie, bardzo ładnie. A gdzie masz swoich rodziców?
Mała zawahała się. Odwróciła na moment spojrzenie mrużąc nieznacznie powieki. Całym jej ciałem trząsł dreszcz. Pokręciła przecząco główką spoglądając w oczy starszej kobiety.
- Nie mam rodziców. 




 I'm just tired, you know?
I'm just fucking tired.

Nie znajdziesz tutaj opisu zamkniętej w sobie dziewoi, która swoje dzieciństwo przeżyła w katuszach, przez co jej cały charakter z milusiego i słodkiego szczeniaczka zmienił się w morderczego i krwawego potwora. Nie, to nie ta bajka. Shinea od zawsze wiedziała czego chce od życia i już od najmłodszych lat kreowała swoją osobowość.  Jako młode szczenię uciekła z rezerwatu pod ludzką postacią 6-letniego dziecka. Trafiła do starego małżeństwa, których los nie był zbyt łaskawy i nigdy nie doczekali się potomka. Mieszkała z nimi do 16 roku życia, aż ukończyła gimnazjum.

Now in my remains
Are promises that never came
Set the silence free
To wash away the worst of me
 S  łońce już dawno zniknęło za horyzontem ustępując miejsce księżycowi oraz towarzyszącym mu gwiazdom.  Niebo zmieniło barwę na kolor granatu. Rodzice zaczęli zaganiać swoje pociechy do domu. Lato zbliżało się do swojego schyłku. Powietrze coraz częściej przynosiło ze sobą chłodne fronty zwiastujące nadejście jesieni. W domu, przy którym 10 lat temu usiadła Shinea srogiej zimy, rozlegał się donośny krzyk trzech osób. Starszego męzczyzny, kobiety i młodej dziewczyny. 
- Nigdzie nie wyjedziesz, rozumiesz?! - wrzasnęła kobieta nie mogąc powstrzymać wściekłości, która gwałtownie w niej wezbrała.
- Nie chcę chodzić do tego liceum, ich poziom jest strasznie niski. Mam zbyt duże ambicje na tę bzdurną szkołę! - odkrzyknęła rudowłosa, która strasznie się zmieniła. Wyglądała na znacznie bardziej dojrzalszą niż wskazywał jej wiek. - Nie zmusicie mnie, bym chodziła do tej szkoły!
- Co to ma znaczyć! Będziesz chodzić do tej szkoły i to jest moje ostatnie słowo. I nie waż się podnosić głosu na własną matkę, nie tak Cię wychowaliśmy! - warknął wściekły mężczyzna, którego włosy pokryły się już liczną siwizną, a na twarzy ukazywało się coraz więcej zmarszczek. Siedział w fotelu zaciskając kurczowo palce na podłokietniku. 
- Nie jesteście moimi prawdziwymi rodzicami! - wrzasnęła już nie mogąc powstrzymać łez, które spłynęły po policzkach. Odwróciła się na pięcie i wbiegła po schodach na górę. Trzasnęła drzwiami swojego pokoju i niemal od razu opadła na łóżko. Zakryła twarz dłońmi cicho szlochając. Nie czuła wstydu, czy poczucia winy, że powiedziała im coś takiego. Chciała uciec z tego miasteczka, chciała się rozwijać i zdobyć coś w życiu, a nie spędzić wieczność w zapomnianej przez Boga mieścinie. Poderwała się gwałtownie, podejmując decyzję. Zaczęła pakować swoje rzeczy oraz pieniądze, które zarabiała w weekendy w pobliskim sklepie. Nie zdawała sobie sprawy też z tego, że podsycając swój gniew coraz bardziej traciła nad sobą kontrolę. Łzy z cichym sykiem wyparowały z jej coraz bardziej rozgrzewających się policzków. Włosy uniesione tajemniczą mocą zafalowały przy jej głowie niczym wodorosty przy morskim dnie. Odkładając plecak zauważyła, że jej dłonie wpierw się zadymiły, a następnie zajęły złocistym ogniem. Opadła na podłogę przerażona i wrzasnęła. Potrząsnęła rękoma chcąc pozbyć się płomieni, który w ogóle ją nie parzył. Przez przypadek dotknęła dywanu na podłodze, który od razu się zajął. Odskoczyła znów do tyłu. Niespodziewanie do jej pokoju wpadła matka. Szeroko otwartymi oczami spoglądała na córkę, która łkała na podłodze. Ogień zajął już praktycznie cały pokój dziewczyny.
- Mamo, uciekaj! - szepnęła cicho wyciągając ku niej dłoń, po której przesuwał się płomień. 


 Round the fire everyone should sing
And praise the gracious queen
Round the fire everyone should dance
And we praise the handsome knight




Dom spłonął praktycznie doszczętnie. Shinei nic się nie stało, a jej rodzice uszli cało z życiem. Wybuch pożaru został zrzucony na wadliwą instalację grzewczą w pokoju dziewczyny. Dom dano do rozbiórki, a ubezpieczalnia wypłaciła ubezpieczenie. Wykupili sobie nowy dom na skraju miasteczka, niedaleko rezerwatu. Shinea uciekła z miasta zawstydzona całą sytuacją. Wiedziała, że to jej wina i bała się spojrzeć rodzicom w oczy. Trafiła do miasta oddalonego od rodzinnej miejscowości o ponad 200km. Trafiła do sierocińca skąd wysłali ją do pobliskiego liceum. W czasie wolnym dorabiała w różnych miejscach i wszystko oszczędzała. Ukończyła liceum z wyróżnieniem i dostała się na studia pedagogiczne, które również zdała z najlepszymi wynikami. Nigdy nie myślała o powrocie do Wolffiens.


Carry on, beloved maiden, mine
Carry on or we have to pay the price

 Z  apadł zmrok. Było już grubo po godzinie policyjnej jednak miasto żyło własnym życiem i mimo późnej godziny samochody wciąż przemierzały ulicę. Uliczne lampy rzucały długie pasma światła na opustoszałe chodniki i asfaltową drogę. Shinea siedziała przy biurku studiując księgi o magii, czarach, wieszczeniu oraz mocy żywiołów. Szum przejeżdżających samochodów zdawał jej się nie przeszkadzać. Odkąd trafiła do tego miasta, pomijając naukę, zgłębiała tajniki swojego prawdziwego ja. Uczyła się, szkoliła panowanie nad emocjami i władanie żywiołem. Kończyło się to często dość nieciekawie, najczęściej podpaleniami i wybuchami, które zwalano na uliczne gangi. Kilka razy miała wizje i wieszczyła. Mimo, że okropnie to ją osłabiało próbowała wywołać to na życzenie. Zazwyczaj wtedy omdlewała. Treningi skutecznie wzmocniły jej organizm i coraz łatwiej przychodziło jej wpadanie w trans. Zgasiła lampkę, gdy potrzeba snu wzmogła się na tyle, że musiała udać się do łóżka. Z westchnieniem wstała z krzesła. Z niej całej zniknęło dziecko jakim była przed laty. Zastąpiła ją dumna, pewna siebie kobieta, trzymająca w ryzach swoje emocje i powściągliwie patrząca na świat. W ciemności przeszła przez mały salonik i weszła do sypialni. Nie zapalając światła weszła pod pierzynę, by oddać się snu. Gdy powoli pochłaniała ją nicość poczuła nagłe duszności i zawroty głowy. Dobrze znała te objawy. Jednak nie spodziewała się, że wprowadzić ją w trans będzie chciała dusza jej matki. Zaczerpnęła powietrza, gdy spoglądając w przejście między światy dostrzegła mglistą posturę swojej matki.
- Mamo.. - szepnęła cicho, a po jej łzach spłynęły łzy bólu i rozpaczy.
- Nie płacz, Shinea. Chcę, byś wiedziała, że razem z ojcem Ci wybaczamy. I chcemy, byś wróciła do Wolffiens. Jutro z rana zadzwoni do Ciebie nasz adwokat. Wszystko co posiadaliśmy spisaliśmy na Ciebie. - postać zaczęła lekko przygasać. - Kochamy Cię, córeczko.
- Nie, poczekaj.. Mamo! - krzyknęła, lecz dusza przerwała więź i dziewczyna krzyknęła już w pustą przestrzeń swojego pokoju. Roztrzęsiona siedziała na łóżku wpatrując się w przeciwległą ścianę. Łzy znaczyły szlak na jej policzkach. Pociągnęła nosem i zerwała się z łóżka. Łzy wyparowały z policzków dziewczyny.


Między niebem i piekłem
Pośród słynnych bezdroży


Tego samego dnia wyjechała z Wielkiego Miasta i wróciła do Wolffiens. Jak powiedziała jej matka, z rana zadzwonił do niej adwokat. Spotkali się w kawiarni, gdzie dostałą kopię testamentu, klucze do domku i numer konta bankowego jak i kartę. Zamieszkała na stałe w tym domu. Dostała pracę w gimnazjum i liceum jako nauczyciel muzyki i zajęć artystycznych. Minęło sporo czasu nim zdobyła się na powrót do rezerwatu, który omijała przez wiele lat. Nie była też pewna, czy wciąż potrafi się przemieniać. 


 I niechaj ta stara pieśń
w sercach znów rozgrzeje krew



 P  ierwszy dzień w szkole minął jej zaskakująco szybko, nawet klasy trafiły jej się bystre i skore do współpracy. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi i powietrze stało się znacznie chłodniejsze i lżejsze wyszła z domu i skierowała się do rezerwatu, musiała w końcu się przełamać. Nie mogła bezkreśnie uciekać przed tym co nieuniknione. Musiała wrócić na łono natury i znaleźć watahę. Przy obu wcieleniach przynależenie do społeczności jest wręcz naturalną kolejnością rzeczy. Weszła na szlak rozglądając się. Nic się nie zmieniło, pomyślała mijając te same drzewa, krzewy i trawy. Te same drogi, które kiedyś oglądała z perspektywy młodego szczeniaka. Przystanęła na wzgórzu spoglądając na skrzącą się taflę jeziora prześwitującego między zielenią. 
- Witaj z powrotem. - usłyszała męski głos za sobą.
Odwróciła się nieśpiesznie i uśmiechnęła się pod nosem dostrzegając wysokiego mężczyznę o ciemnej karnacji i czarnych włosach związanych w kucyk. Pod T-Shirt'em rysowały się mięśnie brzucha i klatki piersiowej. 
- Miło tu wrócić, nie sądziłam, że zatęsknię. - stwierdziła po chwili odwracając niebieskie spojrzenie na jezioro. 
- Wszyscy tu tęsknili. Cieszymy się, że postanowiłaś wrócić. - sięgnął dłonią po jej torbę. - Będziemy tam, gdzie zawsze.
Odszedł zostawiając ją samą. Wahała się przed postawieniem tego decydującego kroku, którego nie będzie mogła już cofnąć. Rozejrzała się, zero turystów. Nabrała powietrza w płuca i zeszła w dół wzgórza. Już w połowie znacznie przyspieszyła. Czuła w kościach jak przenika ją woń, ciepło i energia tutejszej ziemi. Uśmiechnęła się pod nosem przedzierając między drzewami i krzewami nie hacząc o żadne z nich jakby biegała tą trasą niezliczone ilości razy. W pewnym momencie poczuła buchające w jej wnętrzu ciepło i bynajmniej nie było to związane z jej żywiołem. Przyśpieszyła jeszcze bardziej, a ciepło otulało ją jeszcze bardziej, ogarniało całe jej ciało i mrowiło pod skórą. Przemiana przyszła jej z taką naturalną łatwością jakby wcale nie przestała tego robić przez wieloma laty. Zatrzymała się, rozejrzała. Świat z tej perspektywy wydawał się znacznie bardziej ciekawszy niż zapamiętała. Długa kita zabujała się kilka centymetrów na ziemią, długie uszy wyłapały wszystkie dźwięki, których nie dosłyszała jako człowiek. Powróciła do swej pierwotnej postaci. 

      Shinea -Flair- Vitchemi     

│26lat|30.04|Ruda|Flair|nauczycielka|artystka|indywidualistka|sangwinik|samotniczka│

│lis|czarodziejka|medium|żywiołak ognia|wieszczka|szaman|szpieg│ 

 

♣ Wygląd ♣

 L  is rudy. Wcale nie wyróżniająca się ze swojego gatunku, przypomina każdego innego lisa. Wydłużone ciało i stosunkowo krótkie kończyny. Posiada długi, puchaty ogon, który długością odpowiada połową jej ciała. Ciągnie się za nią po ziemi, gdy kroczy dumnie przez leśną gęstwinę. Niezwykle zwinna i skoczna, przy dobrym wybiciu może sięgnąć dwóch metrów, więc z łatwością przeskakuje ogrodzenia i inne przeszkody. Świetnie pływa, choć stara się stronić od wody z powody wiążącej się z nią wilgocią i zimnem. Wąski, wąsaty pysk skrywa długie, ostre kły. Znacznie bardziej wypukły profil niż u psów. Duże, szpiczaste uszy osadzone na czubku czaszki stanowią dobry radar przed niebezpieczeństwem. Złote, byste oczy o lekko pionowych kreskach reagują znacznie lepiej na ruch.

 │45cm od stóp do ramion│

│85cm długości ciała│

│ 5kg wagi │



 N  ie grzeszy wzrostem, lecz natura przychylnie obdarowała ją swą łaską. Miedziane, długie włosy odpowiadają pięknemu futrze w lisiej postaci. Oczy niebieskie, błyskotliwe, spoglądają z powściągliwością i rezerwą na otaczający ją świat. Czają się w nich żywe iskierki wskazujące na jej nadpobudliwą naturę i żywiołowość ognia. Blada cera naznaczona licznymi piegami na twarzy i ramionach. Filigranowa o pełnych kształtach, odziewa się w dość nietypowy sposób, albowiem podpadają pod średniowieczne klimaty, a nawet i bardziej kojarzące się z czarodziejką.

│166cm wzrostu │

│45kg wagi │

 

♣ Charakter ♣

 P owściągliwa, spokojna i opanowana. Nie zdradza swoich emocji, które łatwo mogą ją zwieść, co wywołałoby nie lada katastrofę. Przez lata kreowała stoicki spokój i panowanie nad sobą.  Wciąż zdarzają jej się błędy, lecz dodatkowo wyszkolona kontrola na żywiołem ubezpiecza ją przed wyrządzeniem komuś krzywdy. Jak na swój wiek potrafi być zbyt poważna.Typu sangwinik z pewnymi cechami flegmatyka. Pełna życia, towarzyska i otwarta, lecz ostrożna przy pierwszym poznaniu i na pewno solidna. Dokańcza to, co zaczęła i dąży do obranego przez siebie celu. W pewnym stopniu dominująca i władcza, lubi mieć wszystko poukładane. Bywa złośliwa i uwielbia żartować. Czasami zachowuje się jak dziecko, lecz to zależy od tego jaki trafi jej się dzień. W przypadku tych gorszych bardziej stroni od ludzi i bliższego kontaktu, a jeśli taki jest nader konieczny bywa po prostu nieprzyjemna. 

♣ Inne ♣

+ przemiana w człowieka +
+ wieszczy z dłoni, kart i kości +
+ medium +
+ żywiołak ognia +
+ gra na skrzypcach i gitarze +
+ studiowała magię eteru  +
+ jeździ konno +
+ wierzy w religie Wicca +
+ swój tatuaż ma po lewej stronie żeber pod piersią +
+ po przeprowadzce do Wolffiens zaadoptowała czarnego ogiera fryzyjskiego +
+ nie znosi zimna +
+ potrafi pływać, lecz znacznie pewniej czuje sie na lądzie +
+ nie łatwo o jej zaufanie +
+ uczyła się władać sztyletem +
+ często przy sobie nosi rewolwer colt +



______________________________________

 W  itam wszystkich blogowiczów. Jako autorka Shinea będę się zwracać jako Anybody.
Miło mi wszystkich powitać. Oczywiście KP może ulec zmiany i zastrzegam sobie jego wszelkie prawa. Jestem otwarta na wszelkie znajomości i wątki w komentarzach jak i na blogu lub prywatnie. 
Kontakt podaję tylko osobą, które zechcą go posiadać. c:
-Anybody-

piątek, 5 września 2014

Czas zapolować.

Czarnowłosa dziewczyna weszła do klasy spóźniona. Już dawno trwała lekcja, jednak ona oczywiście zaspała. Drzwi skrzypnęły. Nauczyciel jednak nie zdawał sobie z tego sprawy, albo raczej nie zwracał na to uwagi. Pisał na tablicy swój wykład o rodzaju gleb, oraz starał się dokładnie rozrysować ich układ. Brunetka zakradła się do swojej ławki, którą dzieliła z Saphirą. Pierwszy rząd od okna, czwarta ławka, a nad nią zepsuta, szkolna świetlówka, która od czasu do czasu drażniła mrugając co chwila.
- Dużo się spóźniłam? - szepnęła.
- Z dziesięć minut. - odpowiedziała przerysowując dziwny schemat. Gdy w końcu usadowiła się w krześle i wyjęła swoje rzeczy, nie odbyło się bez małej uwagi nauczyciela.
- A teraz może panna Dream nam powie jaka gleba występuje w naszym miasteczku?
- Brązowa proszę pana. - odpowiedziała, a przez połowę klasy przeszedł cichy chihot.
-Mam nadzieję że chodziło ci o brunatną. - powiedział, po czym żartobliwe pogroził palcem- Tylko następnym razem się nie spóźnij.- powiedział.
-Ależ oczywiście panie profesorze
- odpowiedziała, a w myślach dodała: jeśli zdążę. Po czym mrugnęła do Saphiry i zaczela przepisywać temat. Następnie nauczyciel musiał wyjść w jakiejś ważnej sprawie, więc pilnowała nas woźna. Kazał kończyć notatkę, lecz nie oszukujmy się. I tak nikt tego nie robił, szczególnie, że było parę minut do dzwonka.
Wilkołaczka rozejrzała się po klasie. Saphira pogrążyła się w swych myślach, więc postanowiła jej nie zaczepiać. Pani woźna zwróciła uwagę tym najbardziej głośnym osobom. Zresztą, tu wszyscy byli głośni. Poprawka. Nie wszyscy. W najdalszym zakątku siedziała jakaś dziewczyna, która coś rysowała w zeszycie. Brunetka przekrzywiła nieco głowę, podparłszy ją wcześniej na łokciu, o ławkę. Można by rzec, że perfidnie wręcz się na nią patrzyła. Chciała z niej coś wyczytać. Coś, co jest na niej napiętnowane z przeszłości.

"600, 599, 598, 597, 596, 595..."
Koroshio spokojnie siedziała ławce. Nie zamierzała szaleć, czy wygłupiać się jak inni uczniowie z jej nowej klasy. JEJ NOWEJ KLASY. Jak to dziwnie brzmiało. Ale takie właśnie były realia. Od teraz to byli jej przyjaciele. To jej sala lekcyjna. To była jej szkoła. To było jej nowe życie.
"...594, 593, 592, 591, 590..."
Dziewczyna tak naprawdę nie miała czasu na żarty. Była zbyt zajęta tworzeniem kolejnego arcydzieła na marginesie swojego zeszytu. Krew... Miecz... Skrzydła... Kolejna podobizna anioła śmierci, który odwiedzał ją we śnie. Rysowała go niemal bezwiednie, myślami będą tak naprawdę przy odliczaniu do tak wyczekiwanego dzwonka.
"...589, 588, 587, 586, 585..."

Oczy Rimy stały się jakby zamglone. Przez jej głowę przechodziło mnóstwo obrazów, scen z przeszłości owej dziewczyny, na którą patrzyła. Kłótnia. Krzyk. Płacz. List. Dym. Ogień? Nie. Fajka. Trująca nikotyna. Brat. Znów krzyk, płacz. Słone łzy. Nóż? Nie. Żyletka. Krew. Skąd? Tnie się. Ręka. Wizja się urwała. Wzrok Ri padł na ową rękę. Tak, było na niej mnóstwo tych mniejszych i większych nacięć. Widziała to z tej odległości. Bardzo dokładnie. Dwa centymetry. Trzy. Jedna nawet pięć. Okropne.

Z kartki zeszytu w kratkę psychopatycznie uśmiechał się do szatynki powalająco przystojny mężczyzna. Długie, czarne włosy zakrywały mu puste oczodoły, a ogromne, czarne skrzydła, wyglądały jakby naprawdę odrobinę trzepotały. Dziewczyna zrobiłam ostatnią kreskę, znacząc blizny na odsłoniętym torsie anioła. W tym samym momencie zadzwonił tak bardzo wyczekiwany przez nią dzwonek. Ona jednak jakby w ogóle na to nie zwróciła uwagi. Spokojnie skończyła swój rysunek, po czym wrzuciła długopis razem z zeszytem do szmacianej torby z kilkoma naszywkami i przypinkami.
Wciąż nie ruszając się ze swojego miejsca, wyjęła z bocznej kieszeni telefon i podłączyła do niego duże słuchawki, które przez cały czas wysiały na jej szyi, a teraz nałożyła na uszy. Po chwili w jej uszach zabrzmiały słodkie, tak zwane przez jej dziadka "darcie mordy" jej ulubionego zespołu.
Koroshio podniosła głowę, rozglądaj się po klasie. Nagle jej błękitne oczy natrafiły na świdrujący ją wzrok jakiejś dziewczyny, która zdecydowanie zbyt ciekawie przyglądała się jej ręce. Szybko odwróciła głowę w innym kierunku, udając, że niczego nie zauważyła i naciągnęła rękawy swetra, chcąc schować przed uczennicą swoje blizny.

Rima uśmiechnęła ją pod nosem. Czyżby ją speszyła? A moze po prostu uciekała przed całym światem. Lub z jej wizji, nienawidzi samej siebie? Tego nie wiedziała. Ale pragnęła sie dowiedzieć.
- Saphira... Mam coś do załatwienia, muszę iść. - powiedziała do przyjaciółki i poszła za nieznajomą. Gdy wyszła z budynku szkoły, wyczarowała kruka, który wskazał jej gdzie poszła owa szatynka. Może znów chciała się pociąć, lub zapalić fajkę? Hm... W takim razie powinna stać za budynkiem szkoły, lub chociażby ukryć się pod schodami. Rozpięła swoją skórzaną kurtkę, pod którą widniał granatowy T-shirt. Nie musiała patrzeć na kruka, gdyż i tak wiedziała gdzie jest. W końcu był cząstką jej mocy.

Koroshio szybkimi krokami przemierzała boisko szkolne, starając się pozostać niezauważona. W końcu dotarła do celu. Idealny ciemny zauek, przy wejściu do szkolnej piwnicy. Żadne z wielu okien szkolnych nie wychodziło na to miejsce, a drzwi wyglądały na bardzo dawno nie używane.
Dziewczyna z zadowoleniem usiadła na zimnej ziemi i wyjęła z torby paczkę z ostatnim papierosem. Zaklnęła cicho pod nosem, podpalając go. Będzie musiała się zaopatrzyć w nową. Miała to zrobić dopiero w domu, gdyż tam miała już swoich dostawców. Plany jednak uległy zmianie.
W końcu z zadowoleniem na twarzy wciągnęła do płuc dym papierosowy. Nareszcie się odrobinę rozluźniła, czując w ustach znajomy smak. Z nudów zaczęła się rozglądać dookoła, chcą lepiej zbadać nowe terytorium.

Brunetka nadal szła powoli w stronę, w którą prowadził ją kruk. Przeszła przez dość małych rozmiarów, boisko szkolne. Usłyszała kruczy śpiew. Tak, była już niedaleko. Zamknęła oczy i zobaczyła to, co widział jej towarzysz. Jakieś dziewczę schowane w ciemnym zaułku szkoły. Tak jak przeczuwała, trzymała w ręku szluga. Okropny zwyczaj. - Zabierz jej to. - szepnęła. Kruk zleciał niespodziewanie niżej i wyrwał z ręki smakoszki nikotyny, owe paskudztwo, nie raniąc przy tym nikogo.

- Hej... Co ty robisz ty pieprzony ptaku?! To moje! Oddawaj wyliniała sroko!
Koroshio bezskutecznie wrzeszczała na czarnopiórego kruka, który bez skrópułów odebrał jej ostatni klucz do ucieczki i zapomnienia. Zwierzę już dawno wzbiło się wysoko w niebo i za pewne jej nawet nie słyszało, a nawet gryby było inaczej i tak by niczego nie zrozumiał.
- Głupie zwierzę. Głupia fajka. Głupia szkoła. Głupie miasto.
Zrezygnowana dziewczyna ciężko usiadła na zimne, betonowe płyty. Zaciskając ze wściekłości pięści, miała ochotę wydrzeć się na całe gardło, chcąc zwrócić na siebie uwagę złodzieja. Powstrzymała się jednak, pamiętając, że jest w miejscu publicznym. Zamiast tego wyjęła z torby szkicownik i ołówek z gumką. Przewracając kilka już zapełnionych kartek, zatrzymała się na swoim ostatnim szkicu. Rysunek przedstawiał wychudzoną dziewczynę, przepaską na oczach i krwią wypływającą z jej wykrzywionych ust. Najdziwniejsze było jednak jej ciało, które rozpadało się jakby nieco nad biustem, kończąc czarną dziurą z której odchodziła cieniutka, czerwona nitka. Koroshio z zapałem zabrała się za kończenie obrazka.

- Często ptaki zabierają ci fajki? - ni stąd ni zowąd odezwał się głos. Pewna brunetka siedziała sobie jakby nigdy nic na małym dachu, który należał do piwniczki. - Ładnie rysujesz. Chociaż to co rysujesz jest przerażające, ale lepsze wyżywanie się na kartce, niż smakowanie nikotyny, czy cięcie się. - dodała, a kącik jej ust podniósł się ledwo zauważalnie. - Wszystko dla Ciebie jest głupie? - zapytała, nie uzyskawszy odpowiedzi na wcześniejsze pytania.

Szatynka prawie niezauważalnie się wzdrygnęła słysząć czyjś głos. Niby od niechcenia spojrzała w stronę, z której on dochodził, patrząc na siedzącą tam dziewczynę spode łba. Nie przyglądnęła się jej nawet zbytnio. Nie obchodziło jej to, jednak od razu rozpoznała w niej uczennicę, która zbytnio zainteresowała się jej rękoma.
- Nie. Dzięki. Tak. - Jej odpowiedzi na pytania nieznajomej, były krótkie, ale treściwe. Koroshio nigdy nie była wylewna. Zawsze mówiła jedynie to minimum.
Po chwili odwróciła głowę od dziewczyny i powróciła do swojego zajęcia. Nie poświęciła jej w sumie więcej niż pół minuty, chodź według niej było to i tak o pół minuty za dużo.

- Samej siebie też nienawidzisz tak mocno jak wszystkiego innego? - dalej zasypywała ją pytaniami. Po co to robiła? Po co tu w ogóle przyszła? Ciekawość to przecież pierwszy krok do piekła, jednak ona skuszona przez wspomnienia pragnęła poznać te osobę i dowiedzieć się czegoś więcej niż to, że jest w stanie depresji, co widać już po jej rysunkach.

- Tak. - odpowiedziała, na dając sobie nawet jednej sekundy na namysł. Nie wiedziała nawet dlaczego odpowiada na pytania nieznajomej. Chociaż wiedziała. Tak została wychowana. Od małego uczono ją szczerego odpowiadania na różnego rodzaju pytania. Mimo iż była marną uczennicą, coś jednak z tych nauk wyciągnęła.
- Nie masz życia? - zapytała po chwili, wypowiadając pierwsze, nie do końca pełne zdanie.

Przyjrzała się jej. Blada cera, worki pod oczyma, przypominały ją samą gdy mieszkała w Nevermaind. Jednak miała ładne, błyszczące, niebieskie oczy, oraz brązowe włosy, oraz gęste brwi, które nadawały jej drapieżności.- Hm... Siedzę tutaj, oddycham tlenem, rozmawiam z Tobą, więc raczej żyję. No,chyba że prócz tego, iż kruki zabierają ci fajki, to rozmawiasz z duchami. - odpowiedziała sprytnie, udając, że nie dostrzegła tej metafory, znaczącej to samo co " Zostaw mnie w spokoju ".

Koroshio nie zaskoczyła zbytnio ta sprytna riposta jej rozmówczyni, o ile mogła ją tak nazwać. W mieście znała wiele takich cwaniaków i spryciarzy, którzy dzięki mistrzostwu swojego ciętego języka, często często wywijali się z najgorszych problemów, a w czasie wolnym uprzykszali jej życie.
Ukradkiem spojrzała na wyświetlacz telefonu, który pokazywał kolejny grany utwór.
- Nie powinnaś iść na lekcję. Obiecałaś się nie spóźniać. - powiedziała szatynka. Sama, gdy potrafila też miała cięty język, ale zwykle była na tego typu rzeczy zbyt nieśmiała.

- A jednak choć trochę cię ten świat interesuje. - zaśmiała się cicho.- Obiecałam się nie spóźniać na geografię, nie na historię. - odparła. - A co do mojego życia i tak jest już wystarczająco pokręcone. A ty? Nie idziesz na lekcję?

- A wyglądam jakbym szła? - zapytała, ani na chwilę nie odrywając oczu od kartki. Co było z tą dziewczyną nie tak. Z tego co zdążyła już zauważyć, nie cierpiała ona raczej na brak znajomych. Wydawała się być lubiana przez wszystkich nauczycieli i uczniów. Co więc pani perfekcyjna robiła w tak nieidealnym miejscu z takim wrakiem człowieka jak ona, na dodatek umyślnie spóźniając się na lekcję?

- Zawsze taka jesteś? Chowasz się w najdalszym kącie w klasie, a gdy ktoś chce wyciągnąć do ciebie pomocną dłoń, odtrącasz ją zanim ci ją poda? - zacisnęła zęby. Chciała przełamać się przez ten depresyjny mur który wokół siebie stworzyła i na którym napisano na każdej cegiełce; " zostaw mnie w spokoju", " idź i nie zawracaj mi głowy" . Ponownie zajrzała w jej wspomnienia. Smutek. Gorycz. Żal. Kłótnia. Sprzeczka z kolegami. Dokuczanie. Cierpienie.

- Ko-riiiii! Kwiecie pustynny. Dawco wolności. Powodzie miej radości. Czy ty tu robisz siostrzyczko?
Do uszu dziewczyn dobiegł głęboki męski głos. Oba jednocześnie zwróciły swój wzrok w tym kierunku i zobaczyły idącego w ich stronę chłopaka. Oj było co oglądać. Nastolatek wyglądał jak wycięty z kolorowego czasopisma o gwiazdach. Był naprawdę wysoki. Mierzył około 190 cm wzrostu. Krótkie, kasztanowe włosy ułożony zostały z niesamowitą perfekcją, a kozia brudka idealnie przycięta. Hipnotyzował spojrzeniem swoich błekitnych niczym bezchmurne niebo tęczówek, a śnieżnobiały, łobuzerski uśmiech wręcz oślepiał. Był ubrany w jasną koszulę, pod którą widać było wyraźnie rysujące się bicepsy, tricepsy i co tam jeszcze... Do tego ciemne rurki i czarne, wysokie trampki oraz kolczyk w prawym uchu.
Wszystko było by idealne, gdyby nie długa szrama ciągnąca się od lewego oka, przez policzek, po samą brodę, która była skazą na jego idelanej skórze mulata.
- Luke... - powiedziała dziewczyna, a w jej głosie dało się odnaleźć nutkę radości.
- A kogo się innego spodziewałaś w takim miejscu, księżniczko? Co ty taka smutna, cio? - zapytał chłopak, podchodząc bliżej i siadając na ziemi obok siostry, która jedynie w odpowiedzi wskazała na puste opakowanie po papierosach - A to akurat nie problem. - powiedział wesoło i wyciągnął z tylnej kieszeni dżinsów paczkę fajek, którą podał dziewczynie, samemu wcześniej wyjmując jedną dla siebie.


Teraz przyglądała się im obu. Doszła ją woń męskich perfum, lecz po tym od razu smród dymu papierosów. Pokręciła głową. - Zabierz. - mruknęła ledwie słyszalnie. Tak jak się spodziewała, po chwili przyleciał czarny ptak i wyrwał im obu szlugi, a także w dziobie dzierżył po chwili paczkę papierosów, po czym odleciał. - Wszystkie problemy rozwiązujecie za pomocą fajek? - zapytała, tym samym dając znać chłopakowi o swym istnieniu.

Szatyn z zaskoczeniem spojrzał na swoją rękę, w której jeszcze kilka chwil wcześniej trzymał papierosa. Następnie przeniósł swój wzrok w niebo, gdzie jeszcze chwilę temu leciał kruk.
- Ten ptak wisi mi sporo hajsu... Mógł grzecznie zapytać. Podzieliłbym się z takim amatorem nikotyny. - powiedział chłopak, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech,. - To tak skończyła twoja ostatnia fajka?
- Witaj w moim świecie. - mruknęła dziewczyna i załamana walnęła głową o szkicownik.
Chłopak jakby dopiero teraz dosłyszał skierowane do nich pytania. Zdezorientowany zaczął się rozglądać dookoła i wtedy w końcu ją zauważył. Ciemnowłosą dziewczynę siedzącą na dachu piwniczki.
- Koleżanka? - zapytał z zaskoczeniem siostry.
- Czegoś się nawdychał i czemu się ze mną tym nie podzieliłeś? - zapytała Koroshio, nawet nie podnosząc głowy na brata.
- Jasne. Witam lejdi. Jestem Luke. - Chłopak zwrócił się w stronę nieznajomej, obdarzając ją jednym ze swoich najbardziej powalających uśmiechów - A ta ślicznotka obok mnie to moja siostra, Koroshio.


Odgarnęła nieco przydługą grzywkę. - Rima. Miło mi. - przedstawiła się, a kącik jej ust uniósł się trochę do góry. - Twoja ślicznotka postanowiła popaść w depresję i olać wszystko i wszystkich. No i uwiecznić deprechę na swoim rysunku. Ale lepsze to niż cięcie się i faszerowanie nikotyną.
- dodała na koniec, znów patrząc na jej odkrytą rękę.


W oczach Luke'a pojawiło się przerażenie. Natychmiast złapał Koroshio za ręce i podciągnął jej rękawy, zrzucajć przy tym notes i ołówek. Z uwagą przyglądał się jej przedraminom, licząc każde nacięcie. Po chwili z westchnął z ulgą i puścił nadgarstki siostry.
- Ech, Ri... Nie strasz mnie tak. Myślałem już, że się naprawdę pocięła. Dobra Kori. Nie myślałem, że wytrzyma aż dwie godziny. - powiedział mierzwiąc dziewczynie włosy - A co do reszty... - rozluźnił się trochę i oparł na rękach - Norma. Jak wrócimy to pokażesz mi swoje nowe arcydzieła. Te... Rimcia... Nie masz przypadkiem własnego zapasu?


Pokręciła głową. - A czy wyglądam na zwolenniczkę nikotyny? - zapytała, a jej oczy stały się nieco ciemniejsze. - O zapas szlugów powinieneś raczej zapytać kruka, choć wątpię by się z tobą podzielił. Chyba postanowił zadbać o wasze zdrowie, choć raz. - powiedziała i przyjrzała się mu, a raczej jego wspomnieniom. Dym. Koledzy. Fajki. Kłótnia z siostrą. Olewanie szkoły. Westchnęła i zwinnie zeskoczyła z dachu, nie robiąc przy tym niepotrzebnego hałasu, po czym oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce.

- That's bad... A właśnie... Zapomniałbym. Szukałem cię w końcu, żeby ci to powiedzieć. No i teraz bym zapomniał. To byłaby kicha. Na szczęście sobie przypomniłem. No i na szczęście cię znalazłem, bo gdybym cię tutaj nie spotkał, to byłby kłopot. I nie wiedziałabyć, że...
- No wykrztusisz to w końcu z siebie? - zapytała odrobinę już znudzona gadaniem brata szatynka. Jednak uśmiechnęła się do niego, patrząc z ukosa.
- Gdybyś mi nie przerwała już bym ci dawno powiedział, że dzwonił do mnie dziadek. Powiedział, że po szkole mamy spółkę zUo i od razu wrócić do domu. Babcia odbierze ferajnę. Podobno jesteśmy mu potrzebni w lesie. - Szatyn obrobinę nachylił się do ucha siostray i zaczął szeptać tak cicho jak tylko potrafił. - Był strasznie wściekły, gdy to mówił. Chyba sobie będziemy mogli postrzelać. - zakończył, a na jego twarzy pojawił się szatański uśmiech.


- Umiecie strzelać z broni palnej? - pochwyciła dziewczyna i lekko się skrzywiła. Polowania w rezerwacie były istnym utrapieniem, lecz sezon na szczęście tam się już skończył. Tylko głupi by się nie zdziwił jakim cudem usłyszała jego szept.

- Co ona kurde jakaś superwomen? - zapytał zaskoczony, iż go usłyszała - Taaa... Umiem, a co?
- Albo ty po prostu nie umiesz szeptać. Zresztą co to za różnica. - mruknęła dziewczyna wzruszając ramionami i przewracając oczami - O co znowu chodzi?
- Nie wiem, ale mam ochotę sobie cos ustrzelić. Jakiegoś jelenia, lisa albo chociaż szopa. A może nawet wilk by się trafił.
- Ty i te twoje chore ambicje.


Brunetka zacisnęła sztylet w dłoni, który wcześniej miała schowany na ramieniu, po czym rzuciła jego prosto przed siebie, trafiając w drzewo. Jej oczy były już mocno granatowe. Wkurzyła się. - I co byś zrobił z tym wilkiem lub lisem? Zdarłbyś z niego futro, lub wypchałbyś i postawił w pokoju?! - próbowała panować nad głosem jednak nie zbyt jej to wychodziło.

- Upsss... Chyba trafiliśmy na obrończynię przyrody. Ale skoro cię to już interesuje skarbie, to za pewne tak. Futra są w cenie. - powiedział. Zdawał się w ogóle nie zauważyć faktu, że dziewczyna przed chwilą z nikąd wyjęła nóż, a następnie o tak dla zabawy sobie nim rzuciła. Tak jakby w ogóle go to nie ruszało.
- Zawsze nosisz broń do szkoły? - zapytała z zaskoczeniem Koroshio. Po chwili podniosła z ziemi swoje rzeczy i wepchnęła je do torby. Gwałtownie podniosła się z betonu i ruszyła w stronę szkoły. - Muszę iść na lekcję.


- Tsa. Nazywaj mnie jak tam sobie chcesz, uzależniony smakoszu nikotyny. - podeszła do niego tak blisko, że w końcu stała tuż przed nim. - Jednak jeśli zabijesz choć jednego wilka, obiecuję, że nie dam ci żyć. - wyszeptała mu do ucha groźbę i delikatnie przyłożyła do niego sztylecik, choć z daleka mogloby się wydawac ze szepta mu jakieś czułe słówka. Po chwili odsunęła się od niego. - A o siostrę się nie martw, dopilnuję, by się nie pocięła.

Chłopak przez długi czas po zniknięciu obu dziewczyn siedział sam w zauku. Obojętnie patrzył w przestrzeń, dotykając dłonią miejsce, gdzie jeszcze kilka chwil wcześniej miał przyłożone ostrze. Jednak na jego twarzy nie było widać żadnego strachu, czy gniewu. Wręcz przeciwnie. Wydawał się być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Mamo... Gdybyś tylko wiedziała jaką przysługę zrobiłaś.
Luke w końcu poniósł się z ziemi i otrzepał przybrudzone dżinsy. Podszedł do drzewa, w którym utkwił sztylet Rimy. Jednym ruchem wyjął go z pnia i zaczął uważnie oglądać. - Czas zapolować.


***
Kor&Ri

środa, 3 września 2014

Zwierciadło uczuć.

I będziesz uciekać przez te wszystkie dni, 
jak we śnie, 
przed samą sobą. 
Przed swym charakterem.
 Przed swoją wrażliwością.
 Przed duszą bestii. 
Przed swym odbiciem. 

***
Obudziła się. Znów ten sam koszmar, który odwiedzał ją co jakiś czas. Zamknięta na pustkowiu, wśród tysiąca luster...

Biegnie. Szuka. Nie może znaleźć. Nikogo, prócz siebie samej. Zwierciadła ukazują jej odbicia, a większość z nich, jest wrogo nastawiona. Sama już nie jest pewna, czy nie jest tylko jedną z lustrzanych odbić. Biegnie. Szuka. Staje. Jedno lustro jest puste. Szklana powłoka nie skrywa nic, tylko ciemność. Wpatruje się w nie. To jest jej odbicie, jednak jej serca z przeszłości, a może i przyszłości? A może teraźniejszość również jest taka smutna? Odległe pustkowie, powstałe z najciemniejszych myśli. Smutek. Żal. Gorycz. Krzyk. Płacz. Samotność, która doskwierała jej od samego początku, lecz sprawiła, że stała się odpowiedzialna za siebie i tylko siebie. Poczuła jak zimno otula jej ciało, a ciemność zasłania oczy. Ktoś wpycha ją w swoją ciemność. Próbuje się wyrwać, krzyczeć, uciec. Nie może. Staje po środku głębi swojej ciemności. Biegnie na oślep, uwięziona w lustrze uczuć. Wszystko jest takie same. Każde uczucie spokrewnione z tym drugim, nie daje jej prawa wyboru. Usiadła na ziemi i skuliła się zrozpaczona. Coś zaczęło ciągnąć ją w dół. Spadała. 

- Nieee!!! - krzyknęła, budząc się w tym samym momencie. Poderwała się z łóżka i walnęła głową o sufit dachu. - Ałaa... - roztarła sobie czoło, po czym znów się położyła. Znów ten sam koszmar. Znów te zwierciadła. Znów ten..strach...- pomyślała i przewróciła się na drugi bok. 
- Nie. Teraz będzie inaczej. Teraz wszystko będzie lepsze. Zobaczysz. - powiedziała na głos do swojego odbicia w lusterku, które wisiało naprzeciw jej łóżka. - Nie jestem tą samą osobą. A może...nigdy nią nie byłam. - dodała, chcąc upewnić samą siebie. 
***
Brunetka szła właśnie na kolejną lekcję. Usiadła, jak zwykle, na parapecie, chcąc wyglądać na zewnętrzny świat. Ubrana w czarną, skórzaną, kurtkę, równie ciemne, nieodłączne rurki, oraz błękitną bluzkę, podkreślającą jej kolor oczu. Jednym słowem, jak zwykle. Kurtka, niczym zbroja, przez którą do szkolnego życia, nie mogły się przedostać uczucia ciemności oraz która miała uwidocznić jej zabójczy charakter, czyli tym samym nie pozwolić na to, by ktoś zapragnął się nad nią znęcać. Do bladej twarzyczki, przylepiony uśmiech, który nie obejmował jej oczu. Był sztuczny, choć wyglądał jak prawdziwy, gdyby nie te oczy. Zawsze obojętne. 

Czasami myślę, że nie mam uczuć, lecz później okazuje się, że nie umiem ich wyrażać, 
co wydaje się jeszcze gorsze. 

To po prostu mała, niewinna gra. Gra w życie. Przegrasz, wygrasz, lub przynajmniej przetrwasz. Najlepiej jest próbować przetrwać, gdyż wygrany, zawsze będzie kiedyś przegranym, zaś przegrany, wygranym. Są sposoby by przetrwać. Można zaszyć się w szarym tłumie i nie wychylać się z niego, tylko czekać, aż gra się skończy. Jednak takie postępowanie grozi przegraną, gdyż nikt nas już nie będzie pamiętał. Nawet czas, który wiecznie nas popędzał. 
Najlepiej jest grać paroma osobami na raz. Być miłym, gdy tego życzą sobie inni. Uśmiechać się, gdy inni się uśmiechają. Mówić, gdy ktoś nas zapyta, lub pytać, by dać o sobie znać, lecz z uśmiechem, nierozłącznie przyklejonym do twarzy. 
Dawać to, o co proszą, jednak nie podlegać innym. Być niezależną osobą, albo lepiej, by to inni, byli zależni od ciebie. Liczyli się z Twoim zdaniem. Grali tak, jak im pokażesz instrukcje. Tańczyli, jak im zagrasz, lecz by o tym nie wiedzieli. Niech uważają, że to tylko ich decyzje, na które nie wpłynął nikt inny, a ty sobie po prostu graj, a oni będą tańczyć. Dla ciebie, niczym marionetki. Marionetki, którymi manipulujesz niewidzialnymi sznurkami. 

Westchnęła, słuchając po raz kolejny swej ulubionej, a jakże hipnotyzującej piosenki. Może to właśnie przez nią śni, że spada? 

Szesnaście księżyców, szesnaście lat.
Szesnaście razy trwoga ma trwa.
Szesnaście razy rozpacz mi się śni.
Spadam, spadam przez te wszystkie dni…

Nawet jeśli, to i tak nie przestałaby jej słuchać. Za bardzo się w niej zakochała. W jej tekście, melodii i uczuciach, które towarzyszyły jej przy słuchaniu. Czuła, że ta piosenka jest właśnie o niej. O jej uczuciach, o problemach, o jej życiu. Co prawda jeden problem, okazał się później kluczem do drzwi wolności. Cieszyła się, że tak się stało. Nienawidziła swojego starego zamieszkania, a tu czuła, że mogłaby być sobą. Mogłaby, ale w domu i w lesie. Nie w szkole. W szkole miała parę postaci, na każdą okazję i to wystarczyło, by nie przegrać i nie wygrać, lecz przetrwać. 

poniedziałek, 1 września 2014

Niespodzianka!

Zamiast pierwszej notki, chciałam Wam zrobić niespodziankę i trochę rozweselić ten dzień - 1 września T^T

Z tej okazji, pobawiłam się z tabletem i...




.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Ta- daaaaa!!!

Taki prezencik z okazji rozpoczęcia pisania na tym blogu ♥
Co o tym myślicie? ;D

Szablon wykonany przez Jill